NWZA zbierze się 18 stycznia. Zarząd proponuje pozbawienie dotychczasowych udziałowców prawa poboru. Chciałby, aby kapitał NFI wzrósł o nie mniej niż 1 mln zł i nie więcej niż 10 mln zł. Oznaczałoby to sprzedaż od 10 do 100 mln papierów. Aktualnie kapitał wynosi 2,28 mln zł i dzieli się na 22,8 mln walorów. Biorąc pod uwagę kurs Piasta (wczoraj wzrósł o 2,3%, do 0,9 zł), oferta może mieć wartość od 9 do 90 mln zł. Jej szczegóły ustalić ma rada nadzorcza. Zatwierdzać będzie też plan wykorzystania pieniędzy pozyskanych z rynku.
Prywatna oferta
Rada funduszu musi też zaakceptować listę inwestorów, do których emisja zostanie skierowana. Rekomendacje odnośnie do ceny, liczby akcji i ich nabywców przedstawi jej KP Konsorcjum, firma zarządzająca NFI (należąca do PCF - Poland Corporate Finance, dawniej Copernicus Finance).
Zgodnie z projektami uchwał na WZA, cena emisyjna nowych akcji nie może być niższa niż średni kurs z 6 miesięcy poprzedzających uchwałę rady nadzorczej. Nie może być także niższa niż wartość likwidacyjna majątku Piasta przypadająca na jedną akcję. Określeniem wartości likwidacyjnej zajmie się podmiot wybrany przez zarząd. Nowe walory mają być sprzedawane w ofercie prywatnej. Umowa (lub umowy) w sprawie ich objęcia powinna być zawarta do 30 września 2005 r. Dopiero później papiery zostaną wprowadzone do obrotu publicznego i na GPW. Będą uczestniczyć w dywidendzie od 1 stycznia 2005 r.
- Wydaje nam się, że określenie ceny minimalnej nowych akcji dobrze zabezpiecza interesy aktualnych akcjonariuszy - mówi Paweł Gieryński, prezes PCF. - Zarząd i rada nadzorcza szukają nabywcy papierów. Chcemy wykorzystać Piasta jako wehikuł inwestycyjny. Uznaliśmy jednak, że nie będziemy czekać z uchwałami w sprawie emisji, aż znajdziemy konkretny projekt, bo to może trwać zbyt długo. Odwróciliśmy więc kolejność. Wyjaśnia też, że NFI rozmawiał z potencjalnymi "sponsorami" dwóch konkretnych przedsięwzięć. - O szczegółach nie mogę mówić. Inwestorzy pytali jednak, czy aby na pewno dojdzie do emisji. Po NWZA będziemy mogli wrócić do rozmów z nimi - twierdzi P. Gieryński.