Święta w tym roku wypadły dokładnie w weekend. Inwestorzy nie przejęli się tym zbytnio i zrobili sobie dłuższą przerwę. Rozpoczęła się ona w ubiegłym tygodniu i zakończy być może dopiero w nowym roku. Wczorajsza, pierwsza sesja po świętach była równie mało zajmująca, jak te poprzedzające weekend. Inwestorzy nie powrócili do swoich zajęć. W efekcie mamy za sobą kolejne nudne godziny notowań, z których nic nie wynika. Nie wynika, bo nie może, skoro zlecenia składa garstka pasjonatów giełdy lub od niej uzależnionych.
Na uwagę zasługuje rosnąca wartość bazy. Wczoraj sięgała ona 30 pkt. To dobra wiadomość. Dla każdego. Dla byków, bo prawdopodobnie będziemy wkrótce wyżej. Jest to też dobra wiadomość dla niedźwiedzi. Im większa baza, tym większe prawdopodobieństwo, że kreślony szczyt będzie tym właściwym, po którym miałby się pojawić poważniejszy spadek cen. Problem w tym, że nie wiadomo, kiedy nastąpi ten wzrost oraz na jakim poziomie zostanie wykreślony szczyt. Łapanie górki już teraz może okazać się zgubne. Lepiej chyba poczekać spokojnie na sygnały sprzedaży. Pojawią się one zapewne z opóźnieniem, ale za to będą znacznie wiarygodniejsze, co ochroni kapitał. Potencjał ewentualnego spadku jest spory i kilka punktów nie zrobi różnicy. Nie pozostaje więc nic innego, jak spokojnie oczekiwać na dynamiczny wzrost poparty optymizmem na rynku terminowym. Duże emocje namaszczą moment przełomu.
Sygnałów sprzedaży na razie nie widać. Na wykresie kontraktów mamy po prostu kolejną konsolidację. Co ważne, ta korekta nie jest zbyt głęboka, co pozwala bykom na spokojniejszy sen. Na razie. Problemy pojawiłyby się, gdybyśmy teraz znaleźli się pod poziomem szczytów wyznaczonych od kwietnia do listopada. Do tego wsparcia mamy jeszcze trochę miejsca.