Poniedziałkowy spadek oraz kiepski początek wczorajszych notowań uzasadniają ostrożność przy optymistycznej interpretacji zdarzeń z ostatniego kwartału 2004 r. Poprawie nastrojów z tego okresu indeks S&P 500 zawdzięcza to, że zamknął rok na plusie, czym dodatkowo "podkręcił" oczekiwania na dalsze zyski z inwestycji giełdowych. Ostatnio zaczęły się coraz częściej pojawiać opinie, że przedstawiane przez specjalistów z banków inwestycyjnych prognozy są zbyt zachowawcze, co przy najwyższym od 1987 r. i wciąż rosnącym poziomie wskaźnika Investor's Intelligence, mierzącego optymizm na parkiecie, musi niepokoić.
Wczoraj bykom w USA nie pomagał drożejący dolar. Po powstaniu na wykresie świecowym euro do dolara formacji trzech czarnych kruków dalsza deprecjacja przynajmniej na jakiś czas stanęła pod znakiem zapytania. Dlaczego to nie ucieszyło kupujących amerykańskie akcje oraz obligacje? Mocniejszy dolar to większa presja na spadek cen surowców i w ślad za tym walorów spółek wydobywczych, które w ubiegłym roku mocno ciągnęły indeksy w górę. Natomiast papiery skarbowe nie taniały wraz ze spadkiem dolara, więc nie ma powodów, by teraz rosły, gdy jego notowania się poprawiły. Tym bardziej, że wysoka inflacja będzie wymuszać dalsze podwyżki stóp procentowych.
W odniesieniu do wykresu S&P 500 aktualna nadal pozostaje interpretacja oparta na formacji trójkąta rozszerzającego się (rysowana po cieniach świec), obejmującej notowania od połowy listopada. Jej wymowa jest pesymistyczna, ale do rozstrzygnięcia jeszcze zostało trochę czasu. Dolna granica znajduje się nieco ponad 1180 pkt. Sytuacja tego indeksu jest tym ciekawsza, że tworzeniu formacji towarzyszy negatywna dywergencja na tygodniowym MACD. Przecięcie przez wskaźnik linii sygnalnej przy równoczesnym opuszczeniu przez kurs trójkąta byłoby bardzo silnym średniookresowym sygnałem sprzedaży, zapowiadającym nieudany rok na parkietach w Stanach Zjednoczonych. Negatywną wymowę ma też sekwencja wzrostu z IV kwartału 2004 r., gdzie z czasem dynamika zwyżki coraz bardziej gasła.