Już przed sesją można było przypuszczać, że posiadaczy długich pozycji będą czekać ciężkie chwile. Bardzo słaba sesja w Stanach (Nasdaq zanotował najmocniejszy od pięciu miesięcy dzienny spadek wartości) musiała przełożyć się na notowania w Europie, więc również i u nas. Zaczęliśmy bardzo słabo, bo spadkiem o 20 pkt. Okazało się, że może być jeszcze słabiej. Przez resztę sesji ceny powoli się obniżały, wyznaczając nowe minima. Popytu jakby w ogóle nie było. Dopiero w końcowych minutach pojawili się kupujący, ale ich siła nie była na tyle duża, by choćby w małym stopniu zniwelować straty byków. Jednak tego popytu nie należy lekceważyć.
Był to bowiem kolejny przejaw nadziei na zwyżkę cen. Pierwszym takim przejawem był wzrost w drugiej części sesji wtorkowej. Nie udało się. Wczoraj popyt był już bardziej wyważony. Nie kupowano na siłę. Warto zwrócić uwagę na poziom kupna. O ile we wtorek akcja byków była nieco niezorganizowana, o tyle już wczoraj podbieranie kontraktów w okolicy 1930 pkt miało sens. Czy będzie to strategia skuteczna to już zupełnie inna sprawa, ale zachowanie wydawało się bardziej logiczne. Wynika to z faktu, że wczorajszy spadek sprowadził ceny na poziom konsolidacji z drugiej połowy grudnia. Tym samym można przypuszczać, że będzie ona stanowiła wsparcie dla wykresu.
Biorąc pod uwagę bazę oraz wykres indeksu, można spodziewać się, że WIG20 znajdzie wsparcie w okolicy 1905 pkt. To tylko kilka punktów pod wczorajszym zamknięciem. Zakładam tu, że baza nieco zyska na wartości właśnie dzięki oczekiwaniom na wzrost cen. Jeśli ten się pojawi, warto go bacznie obserwować. Ostatnie dni poważnie nadszarpnęły pozycję byków. Jeśli teraz ceny będą się wznosić w niemrawym tempie, coraz więcej osób przyjmie, że trend wzrostowy słabnie.