Po gwałtownym spadku na początku stycznia notowania aluminium pozostały na poziomie nieznacznie przekraczającym 1800 USD za tonę. Dla porównania, 30 grudnia cena tego metalu wynosiła 1965 USD i była najwyższa od dziesięciu lat.

Na rynku ścierały się wciąż dwie tendencje. Prognozy zapowiadające w 2005 r. ponad 5-proc. wzrost zużycia aluminium, które ma o 371 tys. ton przewyższyć podaż, zachęcały do kupowania tego surowca, sprzyjając zwyżce notowań. Wczoraj dodatkowo przyczynił się do niej trwający przez dwa dni spadek kursu dolara do euro. Z drugiej strony pozostały obawy, że wysiłki, aby zwiększyć światową produkcję tego metalu, przy wolniejszym wzroście popytu w Chinach, uniemożliwią wyraźniejszy trend zwyżkowy.

W efekcie notowania aluminium odrobiły w ostatnich dniach tylko niewielką część strat poniesionych wskutek niedawnej wyprzedaży. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych płacono wczoraj po południu 1819 USD w porównaniu z 1810 USD w końcu sesji poniedziałkowej i 1803 USD w poprzedni wtorek.

Tymczasem największy producent aluminium na świecie - Alcoa - poinformował o dalszym, 12-proc., wzroście wpływów ze sprzedaży w czwartym kwartale, do 6,04 mld USD. Nastąpił on głównie dzięki wysokim cenom tego metalu. Jednak deprecjacja dolara oraz rosnące koszty, m.in. energii elektrycznej, sprawiły, że zysk netto zmalał o 7,9% w skali rocznej do 268 mln USD.