2. Zamiast otwierać pozycję już po przebiciu punktu zwrotnego, można poczekać do momentu pokonania przez kurs dodatkowych poziomów wsparcia lub oporu S1 i R1. Wówczas docelowymi punktami realizacji zysku są poziomy S2 lub R2. W ten sposób otrzymujemy mniej błędnych sygnałów, ale z drugiej strony, mamy też mniej okazji do zarobku.
Wydawać by się mogło, że punkty zwrotne nadają się do wykorzystania jedynie dla graczy krótkoterminowych, którzy zawierają po kilka transakcji dziennie. Tymczasem wskaźniki te można stosować z powodzeniem także w strategiach średnioterminowych. Wystarczy tylko przyjąć inny zakres danych do obliczeń - zamiast skrajnych wartości z jednej sesji, przyjąć poziomy (H, L, C) np. z tygodnia lub miesiąca. Jak widać na wykresie, szczególnie przydatne mogą być tygodniowe wsparcia i opory pierwszego rzędu. Działają one podobnie jak inne wskaźniki podążające za trendem, np. średnie kroczące. Przykładowo, spadek kursu poniżej tygodniowego wsparcia S1 sygnalizuje możliwe zakończenie trendu wzrostowego i skłania do realizacji zysków.
Opieranie decyzji inwestycyjnych na punktach zwrotnych ma jeszcze jedną zaletę. Zanim jeszcze otworzymy pozycję, wiadomo już nie tylko, na jakim poziomie wejdziemy na rynek, ale także, na jakiej wysokości powinniśmy ustawić zlecenie stop-loss (ograniczające straty).
Przykładowo otwierając długą pozycję na poziomie R1, powinniśmy ustawić zlecenie obronne na wysokości S1. Już na wstępie znamy w przybliżeniu potencjalną stratę, jaką poniesiemy w razie niepowodzenia transakcji - będzie nią różnica (R1 - S1) powiększona o prowizje i ewentualne poślizgi cenowe. Znając potencjalną stratę, możemy z kolei określić, ile jesteśmy w stanie zaryzykować, tzn. ile kupić kontraktów.
W okresach konsolidacji notowań poziomy wsparcia i oporu zbliżają się do siebie, a przez to różnica między nimi maleje. Przykładowo na początku 2004 r. - tuż przed zwyżką związaną z efektem stycznia - poziomy R1 i S1 były oddalone od siebie jedynie o 31 pkt. Późniejsze wybicie w górę było bardzo dobrą okazją do gry na zwyżkę przy umiarkowanym ryzyku. W okresach znacznego rozchwiania rynku (np. w drugiej połowie maja ub.r., gdy zakończyły się gwałtowne spadki i w nerwowej atmosferze rozpoczynał się kilkumiesięczny trend boczny) różnica między R1 i S1 potrafi sięgać nawet 100 pkt, co wskazuje na ponadprzeciętne ryzyko.