Od połowy zeszłego tygodnia notowania na rynku naftowym wyraźnie wzrosły, głównie pod wpływem prognoz meteorologicznych, zapowiadających ochłodzenie na północnym wschodzie USA. Ponieważ w rejonie tym zużywa się 80% oleju opałowego na terenie całego kraju, powróciły obawy, że mniejsze niż zwykle rezerwy tego paliwa mogą grozić jego deficytem. Niepokój nasilił się, gdy temperatura spadła do najniższego poziomu od początku zimy.
Już w miniony czwartek cena ropy Brent skoczyła w Londynie o ponad 1,50 USD, przekraczając 45 USD za baryłkę i osiągając najwyższy poziom od siedmiu tygodniu. Następnie wahała się nieznacznie w oczekiwaniu na dalsze prognozy meteorologiczne. Cały czas tendencję zwyżkową na rynku naftowym podsycały niepokojące doniesienia z Iraku. Fala zamachów terrorystycznych przed zapowiedzianymi na 30 stycznia wyborami do parlamentu może bowiem utrudnić dostawy irackiego surowca. Nie wiadomo też, czy podczas zwołanej na ten dzień konferencji OPEC nie zostaną podjęte decyzje dotyczące dalszej redukcji wydobycia.
Napięcie na rynku złagodziła najnowsza prognoza meteorologiczna, zgodnie z którą po ostatnim ochłodzeniu do północnowschodniej części USA ma powrócić łagodna zima. W efekcie wzrost notowań został zahamowany i w Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w marcu płacono wczoraj po południu 45,25 USD w porównaniu z 45,39 USD w końcu sesji wtorkowej i 43,68 USD w poprzednią środę.