Tamtejsza komisja papierów wartościowych i giełd - CSRC - przejęła bądź zamknęła w 2004 r. osiem biur maklerskich, w których doszło do "nielegalnych transakcji lub były nieprawidłowo zarządzane". W grupie tej znalazł się m.in. China Southern Securities, piąty co do wielkości broker na tamtejszym rynku. Według CSRC, zamieszanie w biurach maklerskich przyczyniło się do ubiegłorocznego spadku czołowych chińskich indeksów Shanghai i Shenzhen do poziomu najniższego od 6 lat. Oba w 2004 r. straciły po ok. 25%, co sprawiło, że były liderami spadków wśród indeksów narodowych na całym świecie.
Wszystkie 130 biur maklerskich działających w Chinach będzie musiało zrobić audyt i przedstawić go komisji do końca kwietnia. Instytucje, które nie zrobią tego w wymaganym terminie, zostaną ukarane i objęte zewnętrznym śledztwem. W przypadku ukaranej już w ub.r. "ósemki" śledztwem zostaną też objęte instytucje, które przeprowadzały ich audyt. Biegłych księgowych też prawdopodobnie czeka kara.
Zarządzony audyt to dodatkowy cios dla biur maklerskich za Wielkim Murem. I bez tego mają problemy. Według, cytowanego przez Bloomberga, Liang Jianga, analityka Guotai Junan Securities w Szanghaju, w pierwszych 10 miesiącach ub.r. chińscy brokerzy zanotowali łączne straty w wysokości 3,77 mld juanów (456 mln USD). - Branża jest w złym stanie, ponieważ akcje tanieją prawie od czterech lat i nie widać na razie oznak ożywienia. Wiele biur maklerskich jest na skraju upadłości - stwierdził z kolei Yao Maogong, główny makler z Shanghai Securities. Teraz dodatkowo brokerów oskarża się o doprowadzenie do bessy.
O audycie biur maklerskich mówiło się już od ponad tygodnia. 10 stycznia prezes CSRC - Shang Fulin - zapowiedział działania, ponieważ "rozwój chińskiego rynku kapitałowego stoi pod znakiem zapytania". Tymczasem premier Chin Wen Jiabao kilkakrotnie mówił w ub.r., że rozwój giełdy i rynku kapitałowego stawia na jednym z pierwszych miejsc w swojej polityce gospodarczej.