Marka. To magiczne słowo w dzisiejszych czasach. Najwięcej wiedzą o tym ludzie bardzo młodzi. Bo albo jesteś trendy, albo nie. Albo z nami, albo odstajesz. Albo cool, albo...No, mniejsza.
Marka. Otwiera oczy i portfele klientów. A czasem utrudnia zdolność racjonalnego myślenia. Nierzadko cenniejsza niż cała reszta firmy. Na jej promocję, na - jak to się ładnie mówi - umocnienie pozycji, na - to brzmi jeszcze ładniej - budowę marki, spółki wydają czasem krocie. Wiedzą, co robią.
Marka. To klucz do sukcesu. Czasem - nierzadko - świadectwo jakości i wiarygodności. To komunikat: "dostaniesz to, czego oczekujesz". Stąd gigantyczne budżety reklamowe, promocyjne. Czy mogą dziwić?
No, jednak mogą. Są dwa przypadki, w których zapewne są gigantyczne i dlatego dziwią: PKN Orlen (szkoda jednak, że nie CPN...) oraz PZU.
Dlaczego dziwią? To proste: po co promować coś, co i tak jest "promowane". I to jak. Przecież obie spółki nie mogą narzekać na popularność. W tej popularności nawet się prześcigają. Ich nazwy padają w mediach częściej niż nazwisko prezydenta Stanów Zjednoczonych, czy tego, który nam miłościwie panuje. Jeszcze niedawno liderem była pierwsza firma, naftowa. Teraz przewagę zyskuje druga, ubezpieczeniowa. To wyścig, który można śledzić z zapartym tchem. Jakie tu emocje, jakie niespodzianki, zmiany akcji. Spółki nie muszą przecież nawet kiwać paluszkiem, a tym bardziej płacić.