- Są szanse, aby naftociąg Odessa-Brody był wykorzystywany w kierunku, dla którego go zbudowano, a więc na zachód - stwierdził W. Juszczenko. - To jeden z najlepszych projektów, jaki powstał w ostatnich latach na Ukrainie - dodał. To już druga tego typu wypowiedź nowego prezydenta po objęciu urzędu (podobne deklaracje składał w czasie wizyty w Moskwie). Perspektywa dostaw lekkiej, kaspijskiej ropy jest szczególnie interesująca dla Polski - umożliwia bowiem dywersyfikację źródeł surowca. Krajowe rafinerie zgłosiły potrzeby rzędu 4-7 mln t ropy rocznie. Polska zarabiałaby również na tranzycie.
W lutym 2004 r. rząd ukraiński zdecydował, że rurociągiem będzie przesyłana ropa kaspijska na rynki Europy Zachodniej. Byłoby to jednak możliwe po przedłużeniu ropociągu z terminalu w Brodach (zachodnia Ukraina) do Płocka (koszt budowy szacowany jest na 500 mln USD). Stamtąd surowiec miałby popłynąć do Niemiec i gdańskiego Naftoportu. Projektowaniem nowego rurociągu i tworzeniem biznesplanu zajęła się polsko-ukraińska spółka Sarmatia (po połowie udziałów mają w niej Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych oraz jego odpowiednik na Ukrainie - Ukrtransnafta).
Jednakże jeszcze w ubiegłym roku rząd Ukrainy zmienił zdanie i zezwolił na odwrócenie kierunku tłoczenia (tzw. rewers) - tak, aby rosyjska ropa trafiała z Brodów do Odessy. W takim wariancie kaspijski surowiec trafiałby do państw Unii Europejskiej przez ropociągi południowo-wschodniej Europy, omijając Polskę. - Tak szybkie deklaracje nowych władz Ukrainy są dla nas bardzo ważne. Chcemy bowiem zainteresować projektem budowy ropociągu światowe koncerny naftowe. Tymczasem widzimy, jak bardzo przyśpieszono prace nad konkurencyjnymi rurociągami w Bułgarii, Albanii czy Turcji - powiedział nam Cezary Filipowicz, dyrektor generalny Sarmatii.
PAP
Poparcie dla Donbasu