Rozpiętość notowań na ostatniej sesji nie była znacząca. Odległość maksimum od minimum to raptem 14 pkt. Mogłoby się wydawać, że dzień był spokojny. Pojawiały się jednak krótkie przebłyski, które mogą być przydatne do analizy rynku. Ten wczoraj zanotował nowe maksimum trwającej od tygodnia korekty wcześniejszych spadków.

Posiadacze długich pozycji mogą czuć dumę, ale gdy przyjrzymy się bliżej tej zdobyczy, to miny rzedną. Okazuje się, że mimo wczorajszej niewielkiej zwyżki, nie udało się bykom podnieść cen choćby do poziomu pierwszego poważnego (38,2%) zniesienia spadku. Tym samym cała zdobycz byków z tego tygodnia wygląda bardzo mizernie w porównaniu z tym, co udało się wypracować niedźwiedziom przez wcześniejsze trzy tygodnie.

Nieporównywalny jest też styl obu ruchów. Spadkowi towarzyszył spory obrót oraz wzrost liczby otwartych pozycji. Teraz, w czasie wzrostu, niemal każda sesja kończy się ewakuacją niedźwiedzi, podbijającą trochę ceny. Chwilowo działa to na korzyść byków, ale do czasu. Jak rynek ma rosnąć, skoro popyt ma tak kiepskie źródło? Strach niedźwiedzi to nie jest podstawa do mocnej zwyżki.

Po tych końcowych małych panikach niedźwiedzi można się domyślać, że to w dużej części daytraderzy zamykają pozycję. Paradoksalnie, oczekiwanie powrotu do spadku podbija ceny. Gracze otwierają rano krótkie pozycje, by wychodzić z nich po południu. Można przypuszczać, że faktyczny koniec wzrostu będzie miał miejsce, gdy to popyt będzie miał przewagę na początku sesji. Wtedy niespełnione nadzieje przerodzą się w zniżkę w końcówce. Alternatywą jest silny atak podaży od początku sesji, ale taki musiałby być wywołany jakimś impulsem z zewnątrz. Oby wybory w Iraku nie były takim impulsem.