Wczorajsza sesja trwała faktycznie 60 minut. Od 10:00 do 10:30 i od 15:30 do 16:00. W pierwszym okienku aktywny popyt podniósł ceny głównych spółek, a zatem i wartość indeksu w okolice 1910 pkt. Dalsze godziny upływały na niewielkich wahaniach cen w tych okolicach. W końcówce sesji ponownie dał o sobie znać popyt. Już nie w takim stopniu, jak rano, ale wystarczająco, by zakończyć notowania wyznaczając ich maksymalny poziom.
Pomiędzy dwiema akcjami popytu nie działo się nic. Posiadacze długich pozycji spokojnie kontrolowali sytuację. Zresztą nie było to takie trudne. Podaż właściwie w ogóle nie wykazała aktywności. Nie mieliśmy żadnego poważniejszego kontrataku sprzedających. Jeśli już się oni pojawiali to jedynie po biernej stronie rynku, spokojnie czekając z ofertami. Stroną aktywną był cały czas popyt, który te oczekujące oferty sprzedaży połykał. Przyznam, że trochę mnie to zaskoczyło.
W końcu mówimy (jeszcze) o wzroście, który jest (jeszcze) korektą wcześniejszego spadku trwającego od początku stycznia. Zwyżka na wczorajszej sesji doprowadziła ceny kontraktu do poziomu konsolidacji z połowy stycznia. Jej górny poziom to także 61,8-proc. wspomnianego spadku. Indeks właściwie już dotknął wczoraj analogicznego poziomu.
Wyjście nad ten opór pozostawiłoby w rękach niedźwiedzi tylko jeden atut - lukę bessy z 5 stycznia b.r. Problem w tym, że prawie cały dorobek z krótkich pozycji zostałby roztrwoniony. To jednak dylemat hipotetyczny. Realnym jest za to atak na poziom zniesienia. Prawdopodobnie nastąpi to już na początku sesji. Jednak na ostateczne rozstrzygnięcie warto poczekać na rynek kasowy. Brak wczorajszego popytu powinno zaktywizować niedźwiedzie do działania.