Dezyderat (w grę wchodzi również opinia) to pomysł członków komisji specjalnej reprezentujących prawicowe kluby. Miał być przyjęty już w środę. Tak się nie stało - komisja chciała wcześniej poznać stanowisko ministra skarbu Jacka Sochy w sprawie toczącego się arbitrażu i ewentualnego porozumienia z Eureko.
Kilkumięczna zwłoka
Opowiadał o tym posłom przez kilka godzin. W rezultacie członkowie komisji postanowili, że dokument będzie głosowany w najbliższą środę. Wolą mieć bowiem tydzień czasu, aby dokładnie przemyśleć problem. - Chcemy, aby dezyderat wzmocnił pozycję Polski w toczącym się arbitrażu - wyjaśnił nam Przemysław Gosiewski, członek komisji z ramienia PiS. Część członków, w tym m.in. przewodniczący Janusz Dobrosz, obawia się, że jeśli ugoda zostanie podpisana, dalsze prace speckomisji stracą sens. - Uważamy, że rząd powinien wstrzymać się z zawieraniem porozumienia z Eureko oraz wystąpić o zawieszenie arbitrażu do czasu wyjaśnienia, czy w procesie prywatyzacji PZU nie doszło do nieprawidłowości - stwierdził P. Gosiewski. Na jak długo? - Do pierwszych konkluzji możemy dojść najwcześniej za dwa-trzy miesiące - przyznał. Tyle czasu potrzeba na dokładne przestudiowanie dokumentów i przesłuchanie przynajmniej najważniejszych świadków.
Na razie bez gwiazd
Nie można się dziwić, bo lista osób, z którymi chce się spotkać komisja, liczy teraz ponad 50 pozycji. Są na niej byli premierzy (Jerzy Buzek i Leszek Miller) i obecny Marek Belka. A także eks-ministrowie finansów (Leszek Balcerowicz i Grzegorz Kołodko) i pięciu byłych szefów resortu skarbu. Na świadków zostaną również powołani prawie wszyscy szefowie PZU w ostatnich latach. Pierwsze przesłuchania rozpoczną się za tydzień, w czwartek i piątek. Pierwsi przed speckomisją staną Hubert Kierkowski oraz Karol Miłkowski, byli urzędnicy średniego szczebla w ministerstwie skarbu, oraz Marek Dojnow, prezes ABN Amro Polska, doradcy ministra przy prywatyzacji PZU. Dlaczego? - Bo w oparciu o opinie tych osób podejmowane były decyzje prywatyzacyjne - wyjaśnił P. Gosiewski. Według niego, ministrowie, którzy firmowali nazwiskami prywatyzację PZU, czyli Emil Wąsacz oraz jego zastępczyni Alicja Kornasiewicz, będą przesłuchiwani najwcześniej za dwa-trzy tygodnie.