Rynek nadal jest pod wrażeniem wtorkowego wzrostu cen. Wprawdzie wczoraj drugi raz znaleźliśmy się w pobliżu poziomu oporu i tym razem także się od niego odbiliśmy, to jednak ponownie podaż poważniej nie zaatakowała. Mamy czarną świecę na wykresie dziennym, ale odległość zamknięcia od otwarcia to raptem 3 pkt. Nie będzie wielkim błędem, jeśli mimo wszystko uznamy wczorajszą sesję za sesję remisową. Tym bardziej jest to zasadne, że zakres wczorajszych wahań pokrywał się z rozpiętością wcześniejszej sesji. Można już nawet mówić o małej konsolidacji.

Ta konsolidacja to przejaw walki popytu z podażą w okolicy oporu. Walki, którą mają szansę wygrać posiadacze długich pozycji. Na razie przynajmniej wiele na to wskazuje. Po wtorkowym wzroście podaż nie może się pozbierać. Stąd konsolidacja jest tak mała. Widać, że popyt cały czas trzyma rękę na pulsie. Można więc zakładać, że uda się atak na opór i wyjdziemy nad środowo-czwartkowe szczyty.

Pytanie, co dalej. Zaliczenie nowych maksów niczego jeszcze nie przesądza. Po pierwsze, sesja na której się to stanie, powinna zakończyć się nad oporem. Pokonanie oporu nie może być tylko chwilowe. Taka sytuacja zdecydowanie poprawiłaby pozycje byków. Ostatnią deską ratunku dla niedźwiedzi okazałaby się luka bessy z początku stycznia. Luka, która towarzyszyła wybiciu cen z formacji klina zwyżkującego. Jej waga jest duża i w interesie niedźwiedzi powinno być jej utrzymanie. Można przypuszczać, że jej zamknięcie szybko doprowadziłoby do testu szczytów, a może i wybicia na nowe rekordy oraz ponownego testu górnego ograniczenia dużej formacji klina zwyżkującego. Wprawdzie nie można tego wykluczyć, ale myślę, że luka nie zostanie zamknięta - spadek z początku roku nie był przypadkowy.