- Euronext to najlepszy partner dla giełdy londyńskiej - powiedział wczoraj podczas spotkania z dziennikarzami Jean-Francois Theodore, prezes sojuszu grupującego giełdy z Paryża, Brukseli, Amsterdamu i Lizbony oraz londyński rynek derywatów Liffe. Jego zdaniem, tylko jego firma jest w stanie zaoferować Brytyjczykom aż 10-proc. obniżkę prowizji pobieranych od inwestorów za handel w systemie elektronicznym LSE - Sets. Theodore obiecał też, że w przypadku przejęcia londyńskiej spółki, akcje nowej firmy nie będą notowane tylko w Paryżu, ale również w stolicy Wielkiej Brytanii. Inne propozycje to utrzymanie oddzielnego zarządu LSE oraz pozostawienie giełdy pod jurysdykcją tamtejszej komisji nadzorującej rynek FSA. Nie powiedział jednak najważniejszego. Ile Euronext gotów jest zapłacić za walory LSE. To kluczowa sprawa, która rozstrzygnie wyniki batalii o tę największą europejską giełdę pod względem kapitalizacji, na której notowane są o największej wartości rynkowej ze Starego Kontynentu, takie jak bank HSBC, czy koncern naftowy BP.

Euronext rywalizuje o LSE z Deutsche Boerse. To właśnie niemiecka spółka, właściciel giełdy frankfurckiej, zrobiła pierwszy krok, gdy w grudniu złożyła zarządowi LSE propozycję kupna spółki za 1,3 mld funtów (2,4 mld USD), czyli 530 pensów za walor. Kierownictwo LSE propozycję odrzuciło, ale Niemcy ponowili ją dwa tygodnie temu, wciąż proponując "przynajmniej 530 pensów za walor" i obiecując obniżenie kosztów transakcyjnych na połączonych rynkach. Ponieważ zarząd LSE znów ofertę odrzucił, prezes Deutsche Boerse Werner Seifert rozpoczął bezpośrednie negocjacje z akcjonariuszami spółki w sprawie sprzedaży udziałów.

Przy próbach zakupu LSE Niemcom doradzają Goldman Sachs i Merrill Lynch. Euronext korzysta z pomocy nie mniej renomowanych instytucji finansowych Morgan Stanley, ABN Amro i UBS. Akcje giełdy londyńskiej notowane są teraz po 570 pensów, więc cena, jaką wyznaczyła Deutsche Boerse - 530 pensów, może nie wystarczyć.