Amerykański S&P 500 nie zdołał jeszcze pokonać maksimum z przełomu roku (1213 pkt). Czwartkowa korekta oddaliła indeks od tego oporu, którego przebicie jest warunkiem kontynuacji trendu wzrostowego. Problemy ze sforsowaniem tej bariery nie wróżą dobrze koniunkturze w najbliższym czasie, ale z drugiej strony powodów do zbytniego pesymizmu też nie widać. Nie pojawiły się bowiem średnioterminowe sygnały sprzedaży, które nakazywałyby zrewidować poglądy na temat sytuacji technicznej rynków.
S&P 500 na rozdrożu
W przypadku S&P 500 wsparciem jest niezbyt oddalona linia trendu wzrostowego, będąca równocześnie dolną linią kanału. Teraz przebiega na wysokości ok. 1185-1190 pkt. Trendy w dłuższej i w krótszej perspektywie nie są więc zgodne. O ile w perspektywie pół roku trwa tendencja zwyżkowa, to ostatnie kilka miesięcy to raczej trend boczny. Jego górną granicą jest wspomniany grudniowy szczyt (1213 pkt), dolną zaś - styczniowy dołek (1163 pkt). Niezdecydowanie inwestorów potwierdza histogram tygodniowego MACD, który nie oddala się od poziomu zero. Tym samym czekamy na wyraźny sygnał kupna lub sprzedaży ze strony tego wskaźnika. Niezgodność trendów nie może trwać w nieskończoność, a momentem decydującej konfrontacji będzie test dolnej linii kanału wzrostowego. W przypadku gdyby została przebita, prawdopodobny stanie się spadek do 1163 pkt. Zresztą nie jest wcale wykluczony inny scenariusz, w którym korekta okaże się znacznie krótsza, a bykom uda się w końcu sforsować opór. Byłby to średnioterminowy sygnał kupna, zapowiadający zwyżkę przynajmniej do 1250 pkt.
Rynek technologiczny
nadal słaby