Wczorajsza sesja z pewnością podobała się posiadaczom długich pozycji. Była efektownym zwieńczeniem całego tygodnia. Rozpoczął się on spokojnie, ale dwa ostatnie dni były już tylko potwierdzeniem dominacji popytowej strony rynku.
Po raz kolejny sprawdziła się zasada, że lepiej jest trzymać się aktualnej tendencji niż z nią walczyć. Zwłaszcza wczorajsza sesja jest tego świetnym przykładem. Wykreślając lukę hossy popyt odciął niedźwiedzi od możliwości zamknięcia pozycji choćby "na zero". Każdy, kto wczoraj rozpoczął notowania mając krótką pozycję, poniósł stratę. Można przypuszczać, że skłoni to graczy do większej rozwagi przy kolejnej próbie walki z trendem.
Nastrojów na rynku to jednak mocno nie zmieniło. Jedni tracili, a inni czując się sprytniejszymi próbowali łapać szczyt. Baza po wyzerowaniu w czwartek, ponownie przyjęła wartości ujemne. Tym samym widać cały czas wątpliwości graczy, co do możliwości kontynuacji wzrostu. Problem w tym, że jak długo takie wątpliwości są widoczne, tak długo zwyżka ma szansę się utrzymać. Rynek ma szansę spaść dopiero, gdy przejdzie moment emocjonalnego szczytu. Gdy gracze przestaną już myśleć o łapaniu górki i "pogodzą" się z dalszym wzrostem.
Taką sytuację mamy chyba teraz na wykresie indeksu giełdy węgierskiej. BUX w piątek wzrósł o 4,5%. Wykres przyjął kształt hiperboli i pnie się w górę bez opamiętania. To klasyczny obraz euforii. Szaleństwo zakupów kiedyś się jednak skończy. Nikt już o tym teraz nie myśli. Teraz robi się plany, na co wydać "zarobioną" gotówkę, a może jeszcze wykombinować trochę pieniędzy i dokupić coś, póki "tanio". Szczyt radości jest jednoczenie początkiem dynamicznej zapaści. Tym szybszej, im szybszy był wcześniejszy wzrost. Emocje nie gasną, a tylko zmieniają kierunek.