koalicji rządzącej, albo przynajmniej aktywnie wspierać rząd mniejszościowy.
Tak czy inaczej, jeśli tylko PD wejdzie do Sejmu jej ranga będzie pewnie
znacznie większa niż to by wynikało jedynie z posiadanej liczby głosów.
Także już w tej chwili można przyjąć, że dwupartyjna koalicja, i tak uważana
za trudną, PO i PiS nie będzie wystarczająco duża, by podjąć się
samodzielnego rządzenia. Co w tym takiego dobrego dla państwa? Pojawienie
się PD rodzi bowiem szansę, że w nowym parlamencie strona centroprawicowa
(układ PO, PiS i PD) będzie miała większą siłę niż dotychczas antycypowany
układ PO i PiS. Można przypuszczać, że PO wprawdzie straci część poparcia,
ale jest szansa, że tą stratę z nadwyżką odpracuje PD. Zresztą może właśnie
PO i PD będą tworzyć rząd mniejszościowy z aktywnym wsparciem PiS? W końcu
wiadomo, że budowanie koalicji PiS-u z dawną UW byłoby baaardzo trudne ze
względu na zaszłości.
Przy założeniu, że PD uzyska minimum, siła lewicy (tej zdeklarowanej) w
nowym Sejmie może okazać się mniejsza niż dotychczas sądzono. Nowa partia
pozyskując Belkę i Hausnera zyska zapewne część głosów z grupy "zmęczonych
rządami SLD". Samo SLD za mocno pewnie na tym nie straci, ale SdPL może
ucierpieć na tyle, że jej wejście do Sejmu stoi pod znakiem zapytania. No
chyba że stworzy koalicję z SLD, ale wtedy do kosza będzie można wyrzuci wręcz na "ucieczkę do przodu", czyli dążenie do wyborów
w jak najszybszym możliwym terminie. Lewica powinna skrócić do minimum czas
budowania struktur PD oraz budowania pozycji PD w świadomości wyborców.
Wymaga to więc zdecydowanej zmiany strategii SLD, od którego zależy decyzja
Sejmu o samorozwiązaniu się. Jest tu jeszcze jeden element, który jakby
dopinguje Sojusz do szybszych zmian. Taka ucieczka do przodu sprawiłaby, że
obecny szef partii zachowałby swoje stanowisko, mimo iż jego propozycja
jesiennych wyborów jest w tej chwili właściwie już nieistniejącą. Takie
zmiany decyzji nie pozostaną bez wpływu na poparcie dla Sojuszu, co też ma
swoje odbicie w pozycji jego szefa. Już teraz mówi się głośno o możliwości
usunięcia J. Oleksego ze stanowiska. Tylko szybki termin wyborów może go
teraz ratować, bo po prostu nie będzie czasu na zmiany personalne tuż przed
wyborami Nie dziwi zatem, że to właśnie z jego ust padają słowa i możliwości
szybszych wyborów. Ostateczne decyzje zapadną 12 marca, podczas posiedzenia
Rady Krajowej SLD.
Pojawienie się PD jako "gracza na rynku głosów" wpłynie zapewne na
postrzeganie przyszłości przez inwestorów. Ostatnie deklaracje premiera o
tym, że 5 maja poda do publicznej wiadomości decyzję o swojej przyszłości
politycznej uspokoiły rynki, a złoty się umocnił. Dziwne? Przecież to
oznacza wybory jeszcze na wiosnę? Tak, ale na razie wśród inwestorów
przeważyła ulga, że pewne niewiadome stały się już wiadomymi. Premier Belka
wprawdzie ogłosi (a raczej planuje ogłosić, bo teraz nie wiadomo, czy nie
będzie musiał tego uczynić wcześniej) swoją decyzję 5 maja, ale wszyscy
przecież wiedzą, jaka ona będzie. Ogłoszenie ma tu tylko wymiar polityczny,
uruchamiający w zamierzeniu cały mechanizm polityczny zmierzający do wyborów
w czerwcu. Rynki znają więc decyzję Premiera, znają przybliżony kalendarz
polityczny. Można było odetchnąć. Teraz wiele może zależeć od tego, jakie
poparcie uda się uzyskać PD (pisanie o niej jako o "nowej partii" przychodzi
mi z wielkim trudem), od decyzji Sojuszu 12 marca, a jeśli ta będzie dążyć
do jak najszybszych wyborów to także od możliwości jak najszybszego
głosowania nad samorozwiązaniem się Sejmu.
Te czynniki wpływają bowiem na ocenę aktualnego ryzyka politycznego
związanego z wyborami i ich wynikiem. Do niedawna czynnik ten był
postrzegany jako "przyszłościowy" i nawet przybliżenie wyborów z jesieni na
czerwiec tego znacząco nie zmieniło. Jeśli czas do wyborów będzie jeszcze
krótszy to niepewność polityczna znacznie mieć większe znaczenie. Trzeba
będzie skalkulować wyższe ryzyko, a tym samym żądać wyższych stóp zwrotu. Po
ostatniej decyzji RPP na rynku zapanowała niemal pewność, że stopy zostaną
stosunkowo (w porównaniu z poprzednimi oczekiwaniami) cięte. Miało to swoje
przełożenie w układzie cen papierów dłużnych. Mówiło się, że obniżka stóp o
150 pkt bazowych do końca roku jest już niemal pewna, a padało i 200 pkt
bazowych. Teraz takie oczekiwania mogą się okazać zbyt wygórowane. Skala
obniżek nie musi być tak duża, co może przełożyć się na układ kapitałów
zagranicznych, a więc i kurs walutowy. Ewentualne osłabienie się złotego
zmniejszy jeszcze presję na silne obniżki stóp. Może się okazać, że
dzisiejsze oczekiwanie na marcową obniżkę o 50 pkt bazowych jest zbyt
optymistyczne. Obniżki stóp pewnie nas czekają. Ostatnia decyzja RPP nie
pozostawia co do tego wątpliwości, ale ich skala może się okazać nieco
mniejsza. Zapewne obawy związane kumulacją cięć w krótkim czasie teraz
stracą na znaczeniu. Przyspieszenie terminów wyborów może skłonić radę do
mniejszych kroków.
Ruch na rynku walutowym będzie oczywiście miał swZjazd o 60 pkt w czasie
jednej sesji daje do myślenia. Na razie był to tylko mały impuls. Stabilność
złotego nas uratowała. Problem w tym, że była to także próbka, co nas może
czekać, gdy zagranica faktycznie podejmie decyzję o redukcji zaangażowania w
Polsce. Możemy mieć z tego ładną korektę, a o nowe szczyty będzie bardzo
trudno. Wiele zależy od decyzji SLD. Ile czasu nam dadzą politycy? Trzeba
się im przysłuchiwać. "Gdyby się okazało, że nie wchodzi w grę termin
jesienny referendum, czyli nasz priorytet upada, i gdyby się okazało, że nie
mamy już żadnego wpływu na rządzenie, a firmujemy to rządzenie, to ze
zwykłej logiki politycznej wynika, by dążyć do jak najszybszego rozwiązania
Sejmu" - powiedział Oleksy w programie "Siódmy dzień tygodnia" w radiu Zet.
"jeżeli będziemy mieli pewność, że nasz priorytet, jakim jest referendum,
jest zabezpieczony proceduralnie i datami, to nie będzie powodu, żeby się
upierać przy jesiennych wyborach". (PAP). Pretekst jest.
Nieco zabawnie w tym kontekście wygląda wystąpienie J. Rokity, jako
prawdopodobnego Premiera nowego rządu. Można podejrzewać, że część jego
buńczucznego programu pójdzie do kosza. Koalicja co najmniej trzech partii,
a z pewnością rząd mniejszościowy, to nie jest sytuacja sprzyjająca odważnym
i radykalnym działaniom. Tu trzeba będzie lawirować między rynkowymi
zapatrywaniami PO, a socjalnymi potrzebami PiS. Fakt, że politycy lewicy
przechodzą do PD nie jest tu bez znaczenia. Rewolucji nie należy się
spodziewać, choć zapewne można liczyć na przyspieszenie procesów reformy
finansów publicznych umożliwiających w roku 2007 osiągnięcie kryteriów
wymaganych przy wprowadzaniu euro. Rzucano przez Rokitę propozycja
"euroizacji" złotówki nie ma szans na realizację bez poważnego konfliktu z
NBP, a na to nikt nie pójdzie.
Poznaliśmy kilka haseł: zmniejszenie obciążeń podatkowych, przejrzysta
prywatyzacja i deregulacja gospodarki. Swoją drogą dziwnie wygląda ten
ostatni postulat w związku z chęcią wpływania na kurs walutowy. To właśnie
wspomniana "euroizacja" miałaby się przyczynić do "odpowiedniego" kursu
względem euro oraz zmniejszenia ryzyka polskich eksporterów. Jest ona
postulatem na "trudne" czasy, gdyby NBP nie podejmowało działań
interwencyjnych na rynku złotego. Straszenie NBP chyba niczego się nie
wskóra. Jak widać, Rokita jest za rynkiem, ale tylko takim, który sprzyja
zamierzeniom Rokity. Można mieć tylko nadzieję, że pomysł ten był tylko
próbką mającą wysondować nastroje, a nie faktycznie poważną propozycją.
Lepiej niech się nowy Premier zajmie redukcją potrzeb pożyczkowych Państwa.
Kurs walutowy sam się do tego dostosuje. No, ale to oczywiście wymaga
wysiłku, a droga na skróty kusi. Problem w tym, że może okazać się ona
bardzo kłopotliwa i wcale nie krótsza.
Na koniec jeszcze kilka zdań o wydarzeniu tygodnia na świecie - piątkowym
raporcie o stanie rynku pracy w USA. Analitycy spodziewali się, że w lutym
stopa bezrobocia w USA będzie poziomie 5,2 proc., a wzrostu liczby miejsc
pracy w sektorach pozarolniczych wyniesie o 225 tys. "Ulica" faktycznie
oczekiwała większej liczby nowych miejsc pracy - nawet 300 tys. Skąd ten
optymizm? Ostatnie miesiące były rozczarowujące, a nie wyglądało, by
sytuacja się pogarszała. Jedną z przesłanek były choćby małe wartości
cotygodniowych raportów o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla
bezrobotnych. Ostatnio analiza tych raportów nie przynosiła spodziewanych
efektów. Teraz po ośmiu miesiącach przerwy dane całościowe potwierdziły
tendencję obserwowaną przy publikacji Initial Claims. Wprawdzie odczyt
wzrostu liczby miejsc pracy nie sprostał oczekiwaniom rynku, ale i tak
oka