W lutym Sąd Rejonowy w Sochaczewie miał podać termin pierwszej rozprawy w sprawie wyłudzenia pieniędzy przez byłych menedżerów Boryszewa (z tytułu zatrudniania osób niepełnosprawnych). - Wciąż nie ma terminu i trudno powiedzieć, kiedy go poznamy - mówi Joanna Kasicka, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Płocku. Jak tłumaczy, jednym z powodów trudności z wyznaczeniem terminu pierwszej rozprawy jest ogromna liczba świadków, jakich będzie musiał przesłuchać Sąd Rejonowy w Sochaczewie. Jest ich ponad sześciuset. - Większość świadków to osoby niepełnosprawne, które pracowały w firmie tylko na papierze - zaznacza Joanna Kasicka. Prokuratura Okręgowa z Płocka oskarża również kilka osób z całej Polski, co utrudnia zwołanie pierwszej rozprawy.

Płocka prokuratura oskarża byłych menedżerów Boryszewa, Małgorzatę Ż.-P. i Kazimierza O., o oszustwo. Postawiła im zarzut wprowadzenia w błąd pełnomocnika rządu do spraw osób niepełnosprawnych, dzięki czemu Boryszew uzyskał status zakładu pracy chronionej (zrezygnował z tego w styczniu - przyp. red.). Do nadużyć miało dojść w okresie od września 1999 r. do lutego 2000 r.

Dzięki poczynaniom menedżerów Boryszew, jako zakład pracy chronionej, dostał dofinansowanie około 17 mln zł m.in. z tytułu zatrudnienia niepełnosprawnych. Zdaniem prokuratury, część załogi była pracownikami tylko na papierze. Ponadto byłą prezes spółki z Sochaczewa podejrzewa się o wyłudzenie prawie 1 mln zł na organizację turnusów rehabilitacyjnych dla niepełnosprawnych.