Bardziej podejrzliwi inwestorzy mogli mieć zastrzeżenia. Trzech członków zarządu i jeden rady nadzorczej Plast-Boksu od stycznia do lutego skupiło łącznie ponad 4 tys. akcji tej spółki, płacąc od 25,5 do 27,4 zł za każdą. W sierpniu ubiegłego roku trzy z tych osób sprzedawały liczące po 14 tys. sztuk pakiety walorów spółki. Dostały po 28 zł za walor. Wczoraj, po informacjach o trwających rozmowach na temat sprzedaży papierów dużemu inwestorowi branżowemu lub finansowemu kurs wzrósł do 29,5 zł.
Komisja rozliczy z komunikatu
Sama informacja była jednak bardzo lakoniczna. Zarząd poinformował jedynie o trwających rozmowach, ale ani nie podał terminu ich zakończenia, ani nazw zainteresowanych. Jednak w takich przypadkach Komisja Papierów Wartościowych i Giełd nie narzuca sztywnych zasad raportowania. - Jesteśmy w stałym kontakcie ze spółką. Z informacji zawartej w komunikacie zostanie ona przez KPWiG rozliczona, np. gdyby się okazało, że rozmów nie było - uspokaja Łukasz Dajnowicz, rzecznik prasowy KPWiG. - Komunikat jest lakoniczny, bo spółka uważa, że musi "coś puścić", a nie może przekazać pełnej informacji. Jest pewna, że niektórzy inwestorzy już coś wiedzą i trzeba poinformować innych uczestników rynku - dodaje rzecznik.
Podobnie tłumaczy Waldemar Pawlak, prezes Plast-Boksu. - Rzeczywiście jakiś czas temu kupowaliśmy niewielkie pakiety akcji, ale przestaliśmy to robić, kiedy rozmowy z inwestorami stały się bardziej konkretne. Nie chcemy, aby podejrzewano nas o wykorzystywanie informacji niedostępnych dla rynku. Nie możemy jeszcze ujawnić, z kim rozmawiamy. Istnieje również jeszcze możliwość, że z transakcji sprzedaży papierów nic nie wyjdzie. Zapewniam jednak, że nigdy nie informowałbym o rozmowach, których nie ma. To niepoważne - mówi prezes.
Kto chce więc kupić Plast-