BMW zarobił w 2004 r. 2,2 mld euro, przy sprzedaży w wysokości 44,3 mld euro, o 6,8% wyższej niż rok wcześniej. Rezultaty mogły być jeszcze lepsze, gdyby nie niekorzystna sytuacja na rynku walutowym. Chodzi o deprecjację dolara. Stany Zjednoczone to największy, obok Niemiec, rynek zbytu dla koncernu z centralą w Monachium.
Dobre wyniki pozwoliły spółce na zwiększenie dywidendy. Zarząd proponuje podwyżkę o 4 eurocenty, do 62 eurocentów. Firma zamierza też skupić własne akcje z rynku. Kwota, która ma być przeznaczona na tzw. buy back, ma być dyskutowana podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy, zaplanowanego na maj. Dlaczego buy back, a nie np. większa dywidenda? - Chcemy działać na korzyść akcjonariuszy na dwa sposoby. Podobnie czynią aż 24 spółki spośród 30 wchodzących w skład DAX-a, głównego indeksu frankfurckiej giełdy - tłumaczy Helmut Panke, prezes BMW.
Szef niemieckiego koncernu zapowiada, że w bieżącym roku zysk będzie podobny do ubiegłorocznego. - Myślę, że od wyniku z 2004 r. będzie odbiegać o plus minus 10% - mówi. Za największe zagrożenie dla rezultatów ponownie uważa sytuację na rynku walutowym, a także zbyt wolne tempo rozwoju gospodarczego w strefie euro - choć akurat BMW, jako producent aut z tzw. górnej półki w mniejszym stopniu niż inni producenci jest narażone na negatywne skutki spadku zaufania konsumentów. Firma liczy na znaczne zwiększenie sprzedaży w Chinach.
W ub.r. koncern z Monachium sprzedał 1,205 mln samochodów, w tym 1,024 mln marki BMW, 184 tys. Mini i 792 Rolls-Royce?y. Ten rok - według prezesa Panke - powinien być jeszcze lepszy pod tym względem. Przemawiają za tym rekordowe wyniki sprzedaży samochodów w pierwszych dwóch miesiącach br. W lutym wzrosła aż o 8,4%.
Wyniki BMW zostały pozytywnie odebrane przez inwestorów. Po ich ogłoszeniu kurs akcji spółki wzrósł o 1,7%.