W przyszły wtorek szefowie rządów państw UE spotykają się, aby porozmawiać, jakimi metodami zwiększyć konkurencyjność unijnych gospodarek. Jednym z rezultatów spotkania ma być rewizja Strategii Lizbońskiej na lata 2000-2010 (zawiera sugestie reform dla krajów członkowskich). Po pięciu latach od jej uchwalenia okazało się bowiem, że główny cel - szybki wzrost unijnego PKB - nie został osiągnięty. Komisja Europejska szacuje teraz, że gdyby państwa UE wdrożyły pełny pakiet reform, unijny PKB rósłby przez te lata szybciej - o 0,5-0,75 pkt proc. rocznie.

Z czym do Brukseli pojedzie polski premier? - Marek Belka zamierza być bardzo aktywny. Będzie argumentował, że to nie państwa Unii konkurują ze sobą, ale Unia musi sprostać konkurencji globalnej - mówi Jaroslaw Pietras, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Chodzi m.in. o przekonanie "starych" krajów UE, aby nie wprowadzały ograniczeń w stosowaniu dyrektywy usługowej, przyjętej wstępnie przez Parlament Europejski. Sprawa dotyczy tzw. reguł pochodzenia - czyli zasady, dzięki której firmy będą mogły świadczyć usługi w różnych państwach UE, ale będzie je obowiązywać ustawodawstwo rodzimego kraju. Francja i Niemcy obawiają się w takiej sytuacji napływu tanich usługodawców z nowych krajów członkowskich. Chcą więc wyłączenia niektórych rodzajów usług - np. budowlanych.

Pracodawcy zrzeszeni w PKPP "Lewiatan", uznali jednak listę propozycji, z jaką do Brukseli pojedzie M. Belka, za zbyt ugodową. - Brakuje własnych, oryginalnych sugestii polskiego rządu. Mamy też pretensje, że stanowisko rządu nie było konsultowane ze środowiskiem biznesu - mówi Janusz Kaczurba, ekspert Konfederacji ds. europejskich. PKPP uważa, że niektóre cele UE - jak np. zwiększenie przez firmy nakładów na badania i rozwój do łącznego poziomu 3% krajowego PKB w 2010 r. - są w Polsce po prostu nierealne (obecnie wydajemy 0,7% PKB). Oznaczają bowiem konieczność dziesięciokrotnego zwiększenia inwestycji przez biznes.