Sytuacja naszego rynku po ostatnich sesjach wydaje się klarowna. Jesteśmy po kilku sygnałach sprzedaży (przełamanie linii trendu, luka bessy) i zatrzymaliśmy się na pierwszym poważniejszym poziomie wsparcia.

Już przed sesją kilka czynników sygnalizowało możliwość zatrzymania spadków. Pesymizm na rynku był już duży, a wczorajsze gazety jeszcze go spotęgowały. Temat giełdy nie pojawia się często na czołówkach. Zwykło się przyjmować, że gdy taka sytuacja ma miejsce, rynek jest bliski przesilenia i uspokojenia sytuacji. Wczoraj gazety lamentowały na temat spadku cen akcji oraz wartości złotego. To drugie z pewnością cieszy eksporterów, bo to właśnie nad ich ciężkim losem wszyscy się pochylali. Teraz nikt już o nich nie wspomina, ale płacz nie ustał. Tym razem rosną obawy przed poważniejszym wycofaniem się inwestorów zagranicznych z Polski. Rosnąca rentowność papierów skarbowych rozwiniętych rynków stanowi dla nich kuszącą alternatywę.

Do tych lamentów dołożył się spadek w USA oraz rekordowe ceny ropy naftowej. Wiadomości były fatalne i początek sesji musiał być ciężki dla posiadaczy długich pozycji. Później mogło być lepiej. Przedpołudniowe odbicie nie było zachwycające. Gdy rynek złotego nadal tracił, rynek akcji zakończył korektę i zszedł na nowe minima.

Tu podaż nie była już tak mocna. Popyt łatwo przejął inicjatywę i wypchnął ceny ponownie w okolice otwarcia notowań. Ta słabość podaży na minimach może być znakiem, że w tej chwili potencjał spadku się wyczerpał. Można przypuszczać, że okolice 1940 pkt będą teraz wsparciem. Radzę jednak nie wyciągać pochopnych wniosków. Fakt zatrzymania spadku na wsparciu nie przesądza o możliwym mocnym odbiciu. Najbardziej prawdopodobna wydaje się konsolidacja między lukami.