Reklama

Trend wzrostowy skończył się

Trwający na amerykańskim rynku od drugiej połowy stycznia trend zwyżkowy ma się ku końcowi. Najbardziej prawdopodobny scenariusz na kolejne dni to dalszy ruch w dół w stronę 1160 pkt dla S&P 500. Wciąż negatywne sygnały płyną z sektora technologicznego.

Publikacja: 19.03.2005 07:38

Ostatnie sesje potwierdziły przypuszczenia, że przy słabym zachowaniu spółek notowanych na rynku Nasdaq, trudno będzie w Stanach Zjednoczonych wygenerować trwały wzrost. Indeks S&P 500 wrócił poniżej niedawno przebitego szczytu z końca 2004 r., dając tym samym wyraz słabości popytu. Nasdaq znalazł się poniżej linii łączącej dołki ze stycznia i lutego tego roku, co zapowiada kontynuację przeceny rozpoczętej w pierwszych dniach 2005 r.

Linię trendu łączącą tegoroczne dołki przełamał Nasdaq100, w którego skład wchodzą największe firmy technologiczne. Taki sygnał ma bardzo duże znaczenie, gdyż potwierdza, że styczniowo-lutowa poprawa notowań była jedynie ruchem powrotnym w stronę przebitego w styczniu maksimum z początku 2004 r. Dlatego ten wykres skłania do największej ostrożności. Skoro okazało się, że były duże problemy z ponownym wyprowadzeniem indeksu ponad 1550 pkt, a teraz na rynek powracają zniżki, to ci, którzy dotąd zwlekali z pozbyciem się walorów, mogą zacząć je bardziej zdecydowanie sprzedawać. To oznaczałoby powstanie kolejnej fali zniżkowej o podobnej sile, jak ta ze stycznia. Indeks dotarłby zatem przynajmniej do 1400 pkt, z obecnych 1500 pkt.

Nie wszystko stracone

Choć sytuacja posiadaczy amerykańskich akcji nie wygląda korzystnie, to jednak do ostatecznych rozstrzygnięć brakuje niektórych elementów. Chodzi przede wszystkim o przecięcie przez S&P 500 prostej biegnącej po dołkach z tego roku, wokół której przebiegały wszystkie ubiegłotygodniowe sesje. W poniedziałek dzienne minimum wypadło na jej wysokości. Po wtorkowym odbiciu notowania w środę zakończyły się dokładnie na tym wsparciu. Czwartkowa symboliczna poprawa koniunktury tylko utwierdziła w przekonaniu, że kupujący nie dysponują odpowiednią siłą, by uchronić rynek przed sforsowaniem tej bariery.

Konsekwencje takiego zdarzenia wydają się poważne. Pojawiłoby się znów zagrożenie atakiem na kluczowy w długim terminie poziom wyznaczony przez szczyt z początku 2004 r., znajdujący się nieco poniżej 1160 pkt. To on tak naprawdę wyznaczył kres wzrostu notowań związanego z przebudzeniem gospodarki USA w 2003 r. Od tamtego czasu S&P 500 zyskał zaledwie niecałe 4%. W razie przełamania tego wsparcia mogłyby się zacząć pojawiać opinie, że dla amerykańskiej gospodarki nadchodzą znów trudniejsze czasy. Można zakładać, że jeśli rzeczywiście teraz rynek zacznie zniżkować w stronę 1160 pkt, to wśród inwestorów zaczną narastać obawy - skoro poprzednia fala zakupów nie doprowadziła do ukształtowania się nowej hossy, to tym razem grono chętnych do kupna akcji po dotarciu do tego poziomu mogłoby być mniejsze.

Reklama
Reklama

W Europie też słabo

Indeks 50 największych firm ze Starego Kontynentu - DJ Stoxx 50 - w dalszym ciągu pozostaje w siedmiomiesięcznym kanale wzrostowym. Jednak tegoroczna fala zwyżkowa nie zdołała doprowadzić notowań do górnej granicy tej formacji, co należy odczytywać jako wyraz słabości popytu. W związku z tym bardziej prawdopodobne wydaje się opuszczenie dołem trwającej od miesiąca konsolidacji, niż szybki powrót zwyżek. Przebicie 2875 pkt i tym samym zakończenie stabilizacji notowań będzie zapewne równoznaczne z przecięciem dolnego ograniczenia formacji i osiągnięciem 2800 pkt, gdzie znajdują się szczyty z I kwartału 2004 r. Znaczenie trwającej od połowy lutego konsolidacji jest tym większe, że wypada ona dokładnie na wysokości dołka z września 2001 r., stanowiącego silny długoterminowy opór. Wyjście powyżej tej bariery byłoby istotnym zdarzeniem w kontekście przezwyciężania negatywnego ciążenia bessy z lat 2000-2003. W związku z tym zamknięcie DJ Stoxx ponad 2943 pkt zwiastowałoby dalszy wzrost i przekroczenie 3000 tys. pkt. W takim scenariuszu trudno jednak liczyć na jakieś solidne zyski - raczej zostałoby utrzymane dość ślamazarne tempo zwyżki, które od szczytu z marca 2004 r. podniosło wartość indeksu o niecałe 4%.W naszym regionie

inwestorom puściły nerwy

Po wypełnieniu się zasięgu wzrostu, wynikającego z jesiennego wybicia węgierskiego BUX-a z trzyletniej formacji kanału zwyżkowego, i dwutygodniowej stabilizacji na tamtejszym rynku doszło do załamania cen. Jednak pomimo dużej skali przeceny z punktu widzenia analizy wykresu nie poczyniła ona zbyt dużych "szkód". Wyprzedaż zatrzymała się na średniej kroczącej z 45 sesji, od której w piątek doszło do odbicia. Nie wypadło ono jednak imponująco. Indeks nie zdołał zakończyć dnia powyżej zamknięcia ze środy. Można więc przyjąć, że średnia zostanie w kolejnych dniach przecięta, co potwierdzi zmianę kierunku trendu. Byłoby to tym ważniejsze zdarzenie, że BUX od maja ubiegłego roku tylko na trzech sesjach znalazł się nieznacznie poniżej tej średniej.

Sytuacja byłaby tym groźniejsza, że obecne pogorszenie koniunktury poprzedziło utworzenie na wykresie formacji hiperboli charakterystycznej dla końcowych, wręcz euforycznych faz trendu rosnącego. Dodatkowo kształtowaniu ostatniego szczytu towarzyszyły wzmożone obroty. Ci, którzy nabywali węgierskie akcje od połowy lutego, teraz mogą stanowić dodatkowe źródło podaży. Jeśli zdadzą sobie sprawę, że tegoroczny znaczący ruch w górę miał głównie podłoże spekulacyjne, będą podejmować radykalne decyzje, nie chcąc czekać na poprawę nastrojów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama