Ostatnie sesje potwierdziły przypuszczenia, że przy słabym zachowaniu spółek notowanych na rynku Nasdaq, trudno będzie w Stanach Zjednoczonych wygenerować trwały wzrost. Indeks S&P 500 wrócił poniżej niedawno przebitego szczytu z końca 2004 r., dając tym samym wyraz słabości popytu. Nasdaq znalazł się poniżej linii łączącej dołki ze stycznia i lutego tego roku, co zapowiada kontynuację przeceny rozpoczętej w pierwszych dniach 2005 r.
Linię trendu łączącą tegoroczne dołki przełamał Nasdaq100, w którego skład wchodzą największe firmy technologiczne. Taki sygnał ma bardzo duże znaczenie, gdyż potwierdza, że styczniowo-lutowa poprawa notowań była jedynie ruchem powrotnym w stronę przebitego w styczniu maksimum z początku 2004 r. Dlatego ten wykres skłania do największej ostrożności. Skoro okazało się, że były duże problemy z ponownym wyprowadzeniem indeksu ponad 1550 pkt, a teraz na rynek powracają zniżki, to ci, którzy dotąd zwlekali z pozbyciem się walorów, mogą zacząć je bardziej zdecydowanie sprzedawać. To oznaczałoby powstanie kolejnej fali zniżkowej o podobnej sile, jak ta ze stycznia. Indeks dotarłby zatem przynajmniej do 1400 pkt, z obecnych 1500 pkt.
Nie wszystko stracone
Choć sytuacja posiadaczy amerykańskich akcji nie wygląda korzystnie, to jednak do ostatecznych rozstrzygnięć brakuje niektórych elementów. Chodzi przede wszystkim o przecięcie przez S&P 500 prostej biegnącej po dołkach z tego roku, wokół której przebiegały wszystkie ubiegłotygodniowe sesje. W poniedziałek dzienne minimum wypadło na jej wysokości. Po wtorkowym odbiciu notowania w środę zakończyły się dokładnie na tym wsparciu. Czwartkowa symboliczna poprawa koniunktury tylko utwierdziła w przekonaniu, że kupujący nie dysponują odpowiednią siłą, by uchronić rynek przed sforsowaniem tej bariery.
Konsekwencje takiego zdarzenia wydają się poważne. Pojawiłoby się znów zagrożenie atakiem na kluczowy w długim terminie poziom wyznaczony przez szczyt z początku 2004 r., znajdujący się nieco poniżej 1160 pkt. To on tak naprawdę wyznaczył kres wzrostu notowań związanego z przebudzeniem gospodarki USA w 2003 r. Od tamtego czasu S&P 500 zyskał zaledwie niecałe 4%. W razie przełamania tego wsparcia mogłyby się zacząć pojawiać opinie, że dla amerykańskiej gospodarki nadchodzą znów trudniejsze czasy. Można zakładać, że jeśli rzeczywiście teraz rynek zacznie zniżkować w stronę 1160 pkt, to wśród inwestorów zaczną narastać obawy - skoro poprzednia fala zakupów nie doprowadziła do ukształtowania się nowej hossy, to tym razem grono chętnych do kupna akcji po dotarciu do tego poziomu mogłoby być mniejsze.