Chcąc przeciwdziałać odpływowi depozytów, banki starają się uatrakcyjniać i różnicować ofertę. Klienci mają coraz częściej do wyboru nie tylko stałe albo zmienne oprocentowanie, ale mogą też "zagrać" lokatami na rynkach finansowych. Niektóre banki są bardzo aktywne w sprzedawaniu lokat powiązanych z różnymi aktywami bazowymi - np. ceną ropy naftowej. Kierują je jednak - jak BRE Bank - głównie do klientów korporacyjnych albo zamożnych osób prywatnych, posiadaczy rachunku private banking.
Pierwsze lokaty inwestycyjne były kierowane do klientów detalicznych. Gdy cztery-pięć lat temu banki rozpoczynały sprzedaż lokat powiązanych z indeksami największych światowych giełd, kusiły klientów zyskami znacznie większymi niż przy standardowych lokatach terminowych. Na zyski trzeba było tylko poczekać. Takie lokaty są zakładane zwykle na znacznie dłużej niż większość tradycyjnych - dwa do pięciu lat. Okazało się, że oczekiwanych nadzwyczajnych zysków nie było. W większości przypadków klienci musieli zadowolić się "gwarantowanym" poziomem oprocentowania.
Powodem było to, że banki zaoferowały lokaty w - jak się później okazało - złym momencie. Pierwsza subskrypcja nastąpiła w pół roku po pęknięciu "bańki spekulacyjnej" na amerykańskim rynku Nasdaq i w Niemczech oraz tuż po tym, jak zaczęły spadać inne główne światowe indeksy giełdowe. A jednak BZ WBK - pionier w dziedzinie lokat inwestycyjnych - zdołał zebrać w pierwszej subskrypcji trzyletniej "Gwarantowanej Lokaty Inwestycyjnej Euro Index" ponad 180 mln zł.
10 wygrywa
Przez trzy lata wartość indeksu bazowego tej pierwszej lokaty spadła niemal o połowę. Klientom pozostało więc oprocentowanie gwarantowane - 28-30%. W czasie gdy trwała subskrypcja pierwszej lokaty inwestycyjnej, średnie oprocentowanie trzyletnich lokat wynosiło - jak wynika z danych NBP - 14,9%. Jeśli założyć, że odsetki od lokaty o takim oprocentowaniu były kapitalizowane co roku, oprocentowanie zaś nie ulegałoby zmianom, deponent otrzymałby po trzech latach kapitał i 52% odsetek.