Polska zajmuje obecnie 29. miejsce w rankingu 60 państw o największym udziale w światowym PKB. W porównaniu z poprzednim zestawieniem, sprzed czterech lat, poprawiliśmy się o trzy pozycje, wyprzedzając Meksyk, Tajlandię i Malezję. Nie oznacza to jednak, że mamy powody do zadowolenia. - To nie postęp. Miejsce Polski należy porównywać z innymi krajami regionu. A tu nic się nie zmienia - przyznaje James Owen, ekonomista EIU. Przed nami są m.in. Czechy i Węgry; za nami - Słowacja.

Według instytutu, Polska ma jednak szanse na poprawę. Skąd ten optymizm? Przede wszystkim wynika ze spodziewanej zmiany ekipy rządzącej. - W tej chwili żadna ekonomiczna inicjatywa nie ma szansy powodzenia. Liczymy, że następny rząd wystąpi z nowymi propozycjami - tłumaczy J. Owen. - Jest nadzieja, że kolejny gabinet zrozumie błędy poprzedników i rozpocznie rządy od rzeczywistych reform wydatków budżetowych. To poprawi pozycję fiskalną Polski - dodaje.

Oprócz tego, EIU zwraca uwagę na możliwy boom w budownictwie. - Nominalne oprocentowanie kredytów jest znacznie niższe niż kiedykolwiek wcześniej. Przy stabilizacji polskiej gospodarki przewidujemy poprawę sytuacji w sektorze budownictwa, zwłaszcza mieszkaniowego - ocenia J. Owen. Raport EIU wskazuje również na prawdopodobny wzrost inwestycji firm telekomunikacyjnych, a także na ustabilizowanie się nakładów na budowę autostrad.

EIU wymienia równocześnie zagrożenia dla wzrostu polskiego PKB - m.in. nieefektywną administrację. "Partie, które zamierzają po wyborach stworzyć koalicyjny rząd, mają inną wizję prowadzenia polityki ekonomicznej. To nie obniży kosztów rządzenia" - czytamy w raporcie. W przyszłości utrudnieniem dla rozwoju będzie także sytuacja demograficzna. - Gwałtowny spadek liczby młodych osób może utrudnić utrzymanie wysokiej dynamiki PKB po 2010 r. - uważa J. Owen.