Notowania ropy naftowej, po osiągnięciu na początku kwietnia rekordowego poziomu, spadają drugi tydzień. Tendencję zniżkową zapoczątkowały oznaki wskazujące na większą podaż tego surowca na rynku USA. Przyczynił się do tego wzrost dostaw przez OPEC. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, wyniosły one w marcu 29,1 mln baryłek dziennie, tj. o 290 tys. baryłek więcej niż miesiąc wcześniej. W efekcie zwiększono amerykańskie rezerwy ropy, oddalając niebezpieczeństwo niedostatecznego zaopatrzenia w benzynę podczas letniego sezonu motoryzacyjnego. Z zadowoleniem przyjęto też pełniejsze wykorzystanie mocy produkcyjnych tamtejszych rafinerii.
Dodatkowym bodźcem do spadku notowań była skorygowana przez Międzynarodową Agencję Energetyczną prognoza tegorocznego popytu na ropę. Ma on wzrosnąć o 2,1%, do 84,27 mln baryłek dziennie, tj. o 50 tys. baryłek mniej niż przewidywano przed miesiącem. Wskazano przy tym na wolniejszy wzrost zapotrzebowania w Chinach, które pod względem zużycia ropy zajmują drugie miejsce na świecie. Równocześnie Adnan Shihab-Eldin, pełniący obowiązki sekretarza generalnego OPEC, uznał za nierealną prognozę Goldman Sachs Group, sugerującą wzrost cen tego surowca do 105 USD.
W Londynie gatunek Brent z dostawą w maju kosztował wczoraj po południu 51,13 USD za baryłkę, najmniej od sześciu tygodni, w porównaniu z 51,98 USD w końcu sesji wtorkowej i 55,27 USD w poprzednią środę.