Po kilku sesjach widocznej przewagi podaży wczoraj mieliśmy śmiałą próbę przełamania monopolu niedźwiedzi. Popyt, po serii uników, przyjął postawę bardziej agresywną. Pomogła w tym poprawa nastrojów na rynkach światowych. W USA indeksy zakończyły notowania bez poważnych spadków, a w Azji mieliśmy już wzrost. Takie otoczenie pozwoliło rozpocząć notowania w Warszawie bez kolejnej luki bessy - zaczęliśmy notowania od plusów.
Po dobrym otwarciu rynek nieco osłabł, ale o przewadze podaży już nie było mowy. Siły kupujących i sprzedających się zrównały. Jeszcze przed południem popyt próbował nawet podnieść ceny, ale okazał się na to zbyt słaby. Sił starczyło mu jedynie do utrzymania się w okolicy zamknięcia z poniedziałku. Nie jest to powód do wielkiej radości dla ciężko doświadczonych w ostatnich dniach byków, ale zatrzymanie strat jest zapewne pocieszające.
Po sesji wyhamowania spadku można się zastanawiać, czy przyszedł czas na odbicie? Problem w tym, że właśnie szukanie odbicia jest przesłanką do wniosku, że spadek jeszcze się nie zakończył. Warto pamiętać, że trend żywi się wątpliwościami co do jego dalszego trwania. Każda kolejna sesja zniżki powoduje pojawienie się nowej grupy graczy chcących złapać dołek. Wydaje się, że mimo wszystko gra nie jest warta świeczki.
Oczywiście, wynik zależy od umiejętności samych graczy, ale trzeba mieć świadomość, że udaje się to zdecydowanej mniejszości. Dla większości łapanie dołka zwykle kończy się stratą. W tej chwili nie szukajmy dołka, ale raczej spokojnie obserwujmy przebieg wydarzeń. Jeśli faktycznie rynek dojrzał do wzrostu, to ostatnie wydarzenia raczej sugerują, by go wykorzystać do zajęcia krótkiej pozycji na wyższym poziomie, niż do walki z trendem przy zajmowaniu długiej.