Reklama

Pohandlować w Nowym Jorku

Inwestycja w papiery Microsoftu czy Siemensa? Dla większości graczy giełdowych w Polsce to wciąż egzotyka. Przedstawiciele domów maklerskich zapewniają jednak, że popularność inwestowania za granicą będzie wśród Polaków rosnąć.

Publikacja: 23.04.2005 09:06

We wrześniu zeszłego roku na naszym rynku pojawił się czeski internetowy dom maklerski FIO, który zaproponował Polakom - przede wszystkim inwestorom indywidualnym i drobnym firmom - handel na giełdach w Pradze i we Frankfurcie, a także na rynkach akcji za Atlantykiem. - Weszliśmy do Polski, ponieważ uważamy, że Polacy dojrzeli już do dywersyfikacji swoich portfeli na poziomie międzynarodowym. Wielu inwestorów zauważa, że giełda w Warszawie jest dość płytka - mówi Wojciech Maryański, kierownik pionu polskiego w FIO.

To wciąż margines

W momencie debiutu na naszym rynku czeski broker liczył, że w ciągu półrocza pozyska stu, a w ciągu roku dwustu aktywnych klientów - czyli takich, którzy dokonują co najmniej kilku transakcji w miesiącu. - Dotychczasowe zamierzenia udało się zrealizować, choć oczywiście to nie koniec możliwości, jakie daje polski rynek - twierdzi Maryański. Dodaje, że początkowo FIO zdobywało klientów głównie na seminariach organizowanych w większych miastach, natomiast teraz wielu klientów trafia do firmy na własną rękę.

W przypadku domów maklerskich mocno osadzonych na polskim rynku klienci zainteresowani grą na zagranicznych parkietach stanowią bardzo wąską grupę. - Traktujemy ofertę zagraniczną jako dopełnienie naszej podstawowej usługi - mówi Ryszard Czerwiński, wiceprezes Domu Maklerskiego BZ WBK. Przez niewiele ponad rok, czyli od momentu uruchomienia obsługi giełd zagranicznych, broker podpisał z klientami nieco ponad dwieście umów dotyczących pośrednictwa w transakcjach na obcych parkietach. Tymczasem ogólna klientela DM BZ WBK liczy kilkadziesiąt tysięcy osób. Podobne dysproporcje dotyczą także innych polskich biur pośredniczących w handlu zagranicznymi papierami. Taką możliwość oferują m.in. CDM Pekao, ING Securities czy Dom Inwestycyjny BRE Banku.

Decydują koszty

Reklama
Reklama

Wiceprezes Czerwiński jest optymistą. - Zapotrzebowanie na inwestycje za granicą będzie rosło. W ostatnich latach dobra koniunktura na warszawskim parkiecie stawiała właśnie naszą giełdę w centrum zainteresowania, ale nie zawsze tak będzie - mówi. - Na razie są też przeszkody, związane na przykład z trudnym dostępem do serwisów informujących o zagranicznych przedsiębiorstwach - zauważa. - Dostęp do takich serwisów jest stosunkowo drogi dla indywidualnych inwestorów - dodaje Piotr Borowski, zastępca dyrektora generalnego KBC Securities - biura, które zastąpiło na naszym rynku Inwestycyjny Dom Maklerski Kredyt Banku.

Za pośrednictwem KBC Securities inwestorzy będą mogli grać na zagranicznych giełdach od czwartego kwartału. - Sądzę, że handel akcjami firm z zagranicy będzie stawał się wśród polskich inwestorów coraz bardziej popularny. - twierdzi Piotr Borowski. Na razie jeszcze nie wiadomo, jak dokładnie będzie wyglądać oferta. - Obecnie koncentrujemy się na kwestiach technicznych - dodaje Borowski. KBC Securities zapewni klientom dostęp do około 20 giełd, dając możliwość handlu akcjami i niektórymi instrumentami pochodnymi.

W ocenie przedstawicieli domów maklerskich barierą dla naszych rodaków do inwestowania za granicą jest też wysoki minimalny koszt zawarcia transakcji. - Polacy są mniej zamożni niż mieszkańcy Europy Zachodniej. Przeciętna wartość przeprowadzanych na warszawskim parkiecie transakcji jest znacznie niższa niż na giełdach zagranicznych. Dlatego polscy inwestorzy detaliczni nie mogą swobodnie handlować na przykład w Londynie czy Frankfurcie, ponieważ tam opłaty stałe są dużo wyższe, niż na GPW - tłumaczy Borowski. KBC Securities nie ustaliło jeszcze taryf, ale np. w BZ WBK za przeprowadzenie transakcji na jednej z giełd europejskich (za pośrednictwem brokera można handlować m.in. akcjami wchodzącymi w skład głównych indeksów parkietów we Frankfurcie, Wiedniu czy Mediolanie, a także giełdy Euronext) trzeba zapłacić prowizję w wysokości 0,59% jej wartości, ale nie mniej niż 40 euro. W przypadku papierów amerykańskich jest to 40 USD. Koszt minimalny z kosztem liczonym według stawki procentowej zrównuje się dopiero przy transakcjach sięgających kilkunastu tysięcy złotych.

Okazuje się jednak, że mimo relatywnie wysokich kosztów prowizji, do inwestowania za granicą wcale nie trzeba wielkich pieniędzy. - Mamy klientów, którzy zaczęli od tysiąca złotych, i wbrew pozorom potrafili wypracować z tej kwoty zysk. Są też klienci, którzy zaczynali od kwot znacznie większych. Z naszego doświadczenia wynika, że inwestowanie za granicą dobrze jest rozpocząć od 2 tys. USD na rynku amerykańskim i 2 tys. euro na rynku niemieckim - mówi przedstawiciel czeskiego FIO. U tego brokera minimalne prowizje wynoszą niecałe 25 euro bądź dolarów, w zależności od rynku.

Podatki już podobne

Do zeszłego roku barierą do rozpoczęcia przygody z zagranicznymi giełdami mogły być też kwestie podatkowe. - Do zeszłego roku zyski z obrotu papierami wartościowymi za granicą wchodziły w podstawę opodatkowania osoby fizycznej, inaczej niż dochody osiągnięte z handlu w Polsce, które były obłożone odrębnym 19-proc. podatkiem. Dziś, po nowelizacji prawa podatkowego, stawka jest jednolita i wynosi 19% niezależnie od kraju, w którym wypracowano dochód - tłumaczy Wojciech Maryański z FIO. Inwestorzy, którzy "łapią" się na wyższe progi podatkowe (to głównie do takich osób skierowana jest oferta zagraniczna), do zeszłego roku musieli dzielić się więc zyskami z fiskusem w większym stopniu niż teraz.

Reklama
Reklama

Będą kolejni gracze?

Część inwestorów zainteresowanych zagranicznymi giełdami nad ofertę brokerów z naszego kraju przedkłada ofertę pośredników działających poza granicami Polski. Możliwość wyboru pojawiła się w 2002 r., po nowelizacji prawa dewizowego. Wcześniej inwestycje za pośrednictwem maklerów zagranicznych były nielegalne.

Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że dzięki niemieckiemu oddziałowi Cortal Consors, jednego z największych europejskich brokerów internetowych, na zagranicznych giełdach gra kilkuset Polaków. Osoby zamieszkałe w Polsce znalazły się też w bazie klientów innego niemieckiego brokera - firmy Comdirekt. Niewykluczone, że ci i inni brokerzy zwietrzą interes i za jakiś czas rozszerzą działalność na nasz kraj. Na razie jednak w najlepszym wypadku deklarują, że mają taki pomysł na tapecie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama