Reklama

Analitycy: duże oferty znajdą nabywców

Prawdziwy tłok - tak można opisać kalendarz rynku pierwotnego w końcówce pierwszego półrocza. W gronie kilkunastu spółek, które będą się starać o pieniądze inwestorów, są też trzy megaoferty: prywatyzowane Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) i Grupa Lotos oraz Opoczno. Czy rynek będzie w stanie wchłonąć wszystkie? Te największe tak - odpowiadają specjaliści.

Publikacja: 27.04.2005 09:10

Przed 1 lipca na giełdę chce wejść kilkanaście spółek. Dlaczego tak im się spieszy? Spółki dość panicznie reagują na zmiany dotyczące procedury dopuszczeniowej. Jeśli nie zdążą z przeprowadzeniem oferty przed 1 lipca, będą musiały przygotowywać prospekty emisyjne od początku (według nowych zasad).

O pieniądze inwestorów w końcówce pierwszego półrocza będzie się ubiegać między innymi: Odratrans, Lena Lighting, Decora, Bolix, Zakłady Chemiczne Puławy, Żabka czy Internetowy Dom Maklerski. Oferty publiczne będą miały wartość od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych. Nie zabraknie jednak też dużo większych emisji. Krajowy lider w produkcji płytek ceramicznych Opoczno chce uplasować na rynku akcje, których wartość może przekroczyć 1,5 mld zł. Będą też dwie duże prywatyzacje. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) chce pozyskać z rynku około 1,5 mld zł. 2-3 tygodnie wcześniej o pieniądze inwestorów poprosi Grupa Lotos. Sięgnie do ich kieszeni po około 900 mln zł. Ministerstwo Skarbu Państwa nie ukrywa determinacji, z jaką dąży do wprowadzenia tych firm na giełdę jeszcze w tym półroczu, czyli przed nowymi wyborami parlamentarnymi.

Tymczasem ochłodzenie koniunktury na rynku giełdowym w ostatnich miesiącach spowodowało, że niektóre firmy musiały zrewidować plany (odwołanie, przesunięcie lub zmniejszenie oferty). Czy zatem w ostatnich tygodniach tego półrocza realne jest uplasowanie aż kilkunastu emisji, w tym trzech megaofert?

Będzie selekcja małych ofert

- W tej chwili mamy taką sytuację na giełdzie, że nie ma szans, aby wszystkie małe spółki sprzedały akcje. Jeśli chodzi o duże oferty, to nie mam obaw o ich powodzenie - mówi Sebastian Słomka, kierownik zespołu doradztwa Bankowego Domu Maklerskiego PKO BP. - Na pewno pewna selekcja nastąpi wśród małych emisji. Czy także na poziomie tych największych? Sądzę, że kilkutygodniowe odstępy między poszczególnymi ofertami wystarczą instytucjom na "zebranie sił" - uważa Tomasz Witczak z CA IB Financial Advisers.

Reklama
Reklama

Skąd ten optymizm wśród analityków? Rafał Salwa z Internetowego Domu Maklerskiego uważa, że w związku z nagromadzeniem w krótkim czasie kilku megaofert, na rynku może być widoczny pewien "stres". Zarówno on, jak i Sebastian Słomka zwracają jednak uwagę, że łączna wartość wspomnianych trzech ofert jest i tak niższa od ubiegłorocznej oferty publicznej PKO BP (ponad 5 mld zł), a która rozeszła się jak przysłowiowe świeże bułeczki.

Powtórka z PKO BP?

- Rzeczywiście rzadko się zdarza, żeby było tyle ofert w tak krótkim czasie. Jeśli jednak chodzi o te największe, to będą w nich uczestniczyć też inwestorzy zagraniczni. To oznacza, że w przypadku ograniczonego popytu w kraju lukę wypełni zagranica - uważa Tomasz Witczak.

Najprawdopodobniej prywatyzacje przyciągną też rzesze drobnych inwestorów. - Czy się powtórzy scenariusz z ofertą PKO BP, która zaktywizowała inwestorów indywidualnych, wśród nich wielu takich, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z rynkiem kapitałowym? Zapewne tak, chociaż trudno powiedzieć, czy aż na taką skalę - twierdzi specjalista CA IB Financial Advisers. - Musimy pamiętać, że nastroje panujące na giełdzie przy wchodzeniu PKO BP były duże lepsze - wtrąca Sebastian Słomka. - Do tej pory duże prywatyzacje dały zarobić. To przyciągało wielu inwestorów indywidualnych. Dodatkową zachętą było proponowane im dyskonto. Dobrym miernikiem obecnej sytuacji będzie w najbliższym czasie oferta Polmosu Białystok. Jeśli zakończy się sukcesem, będzie to dobry prognostyk na końcówkę półrocza - mówi Tomasz Witczak.

Oczy zwrócone

na zagranicę

Reklama
Reklama

- Faktycznie, koniunktura na giełdzie jest obecnie niezbyt sprzyjająca. To, co może mieć jednak jeszcze większe znaczenie, to koniunktura na rynkach światowych. Przy tak dużych ofertach niezbędny jest udział inwestorów zagranicznych. To oni nadawali ton przy poprzednich podobnych emisjach i oni mieli pośrednio wpływ na to, jakimi redukcjami kończyły się zapisy - twierdzi Adam Ruciński, zarządzający TFI PZU. - Inwestorzy indywidualni pojawiają się na końcu, gdy wiedzą, że daną spółką interesują się duże instytucje. To ich przyciąga. Nie jest tak, że przysłowiowy Kowalski czyta prospekt, robi analizę spółki i stwierdza, że to będzie dobra inwestycja. Najczęściej o atrakcyjności oferty i zainteresowaniu nią dowiaduje się z mediów - uważa specjalista i dodaje: Krajowe instytucje również, poza wyceną, zwrócą uwagę na to, jakim dana oferta cieszy się zainteresowaniem zagranicy.

Udział w indeksach

gwarantuje popyt

Duża wartość planowanych ofert oraz wielkość przymierzających się do debiutu firm przemawia na ich korzyść. - Zarówno PGNiG, jak i Lotos to spółki charakterystyczne. Ze względu na ich wielkość po wejściu na giełdę na pewno trafią do najważniejszych indeksów, i to z niemałymi udziałami. Sam ten fakt gwarantuje już określony popyt instytucji - m.in. funduszy inwestycyjnych, których portfele odzwierciedlają skład np. indeksu WIG20 - twierdzi Adam Ruciński.

Liczą się cena i promocja

Analitycy zgodnie twierdzą, że powodzenie megaofert będzie zależeć głównie nie od sytuacji na rynku, ale od ceny, po jakiej spółki będą sprzedawać akcje. To ona bowiem bezpośrednio decyduje o zainteresowaniu inwestorów daną emisją. - Na razie nie znamy wycen przedsiębiorstw, więc trudno oceniać ich atrakcyjność - mówi Tomasz Witczak. - W obecnej sytuacji cena na pewno nie może być wygórowana. Z drugiej strony, prywatyzowane spółki nie mogą być sprzedane za tanio. Ministrowi skarbu państwa bacznie patrzy na ręce opozycja i na to nie pozwoli - zauważa Adam Ruciński.

Reklama
Reklama

Mimo to szanse na sprzedaż akcji największych firm są bardzo duże. - Są to jedyne duże oferty w tym roku. Następnych już nie będzie. Przez to są one dość unikalne i zarazem interesujące - twierdzi zarządzający TFI PZU. Jego zdaniem, dużo zależy też od samej akcji promocyjnej, która jest niezwykle istotna właśnie w okresie pogorszenia nastrojów na rynku. Jeśli zostanie odpowiednio przeprowadzona, nie będzie problemów ze sprzedażą papierów. - Wszystko wskazuje na to, że Lotos zadebiutuje na giełdzie przed PGNiG. Najczarniejszy scenariusz zaistniałby, gdyby pierwsza prywatyzacja się nie powiodła. To oznaczałoby porażkę również drugiej. Nie pomogłyby już wówczas wielkie nakłady na kampanię promującą PGNiG. Dlatego istotne jest, aby pierwsza z ofert została odpowiednio wypromowana. Wówczas druga - nawet przy mniejszym nagłośnieniu medialnym - sprzeda się niejako z rozpędu - uważa Adam Ruciński.

Nie da się przejść obojętnie

obok PGNiG

Analitycy, ze względu na brak gotowych wycen spółek, wstrzymują się na razie z porównaniem atrakcyjności każdej z nich. - Trudno też wskazać mniej ryzykowną inwestycję. Ryzyko będzie bowiem uwzględnione również w wycenie - zauważa Sebastian Słomka.

- Obie prywatyzowane spółki są bardzo atrakcyjne dla inwestorów instytucjonalnych. Obie mają bardzo dobrą pozycję na rynku, chociaż PGNiG ma w tym przypadku zdecydowaną przewagę nad Grupą Lotos. To gigant, nie ma praktycznie żadnej konkurencji. Tymczasem Lotos wciąż pozostaje (i długo będzie) w cieniu Orlenu. Dlatego w portfelach inwestorów musi się znaleźć miejsce na akcje PGNiG - uważa Rafał Salwa. - Natomiast plusem Lotosu jest to, że jest to branża doskonale znana inwestorom, gdyż jest już reprezentowana na giełdzie. Dodatkowo, w dłuższej perspektywie, Lotos może być w całości firmą prywatną. Tymczasem prywatyzacja PGNiG jest tylko połowiczna. Spółka pozostanie pod kontrolą Skarbu Państwa - wskazuje analityk Internetowego Domu Maklerskiego.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama