Sporą zwyżką z 4 maja S&P 500 zanegował niedawny sygnał sprzedaży. Powrót powyżej oporu tworzonego przez dołki z 24 stycznia i 29 marca (1164 pkt) zbiegł się z przełamaniem krótkoterminowej linii trendu spadkowego. Tym samym oddalone zostało zagrożenie dalszą przeceną notowań amerykańskich akcji. Nie zmienia to jednak faktu, że kupno akcji jest wciąż mało atrakcyjne. Trend zmienił się ze spadkowego na boczny, co teoretycznie pozostawia miejsce na zwyżkę do około 1225 pkt, ale droga do tego poziomu jest usłana krótkoterminowymi oporami. Nastroje inwestorów mogą się zmienić w każdym momencie i wtedy zamiast kierować się do górnego ograniczenia horyzontu, indeks wróci do utworzonego przed kilkoma dniami wsparcia (1137 pkt). Takie ryzyko wynika między innymi z faktu, iż analogiczne sygnały sprzedaży nie zostały jeszcze zanegowane na innych indeksach.
Korzystne dla byków sygnały pojawiły się na tygodniowym wykresie wskaźnika MACD-histogram. Po osiągnięciu najniższego poziomu od sierpnia 2004 roku jego słupki powoli zaczynają zwyżkować. Także system kierunkowy sprzyja inwestorom, którzy liczą, że trend spadkowy już się zakończył. Średni indeks ruchu kierunkowego po dotarciu do poziomu 36 pkt (znajdował się wtedy ponad obiema liniami kierunkowymi) zmienił kierunek na spadkowy, co zgodnie z teorią oznacza koniec rynku niedźwiedzia. Jeżeli w towarzystwie takich sygnałów S&P500 zdoła wybić się w górę z trendu bocznego, to ponownie pojawi się szansa za zwyżkę do przynajmniej 1300 pkt.
O poprawie sytuacji nie można jeszcze mówić, analizując wykres indeksu Nasdaq Composite. Tutaj wprawdzie od tygodnia też trwa zwyżka notowań, ale nie zdołała ona doprowadzić do przełamania najbliższego oporu. Znajduje się on na wysokości 1974 pkt (dołek z 29 marca). Linia trendu spadkowego przebiega natomiast w okolicy 2000 pkt. Cały czas brakuje więc podstaw do kupna akcji spółek zaawansowanych technologicznie. Jeżeli natomiast doszłoby do spadku poniżej 1904 pkt, to wygenerowane zostaną nowe sygnały sprzedaż.