Wczorajszą sesję można nazwać popisem jednego aktora. Wszyscy tańczyli, jak TP im zagrała. Początkowe osłabienie zniknęło w jednej chwili, gdy na rynku pojawiły się dwie informacje. Analitycy z Citigroup podnieśli rekomendację dla polskiego telekomu do "kupuj". Podniesiono także cenę docelową do 22,5 zł. Jednak największe wrażenie wywarła wiadomość, że przetarg na UMTS wygrała Netia. To prawdopodobnie był najważniejszy czynnik wyskoku ceny TP. Netia też zyskiwała, ale przecież przed nią spory wysiłek inwestycyjny. Natomiast akcjonariusze TP mogą odetchnąć z ulgą. Wygrana Netii to zarazem przegrana poważnego gracza na rynku telekomunikacyjnym, jakim jest Hutchison Telecom. To właśnie pojawienie się tej spółki pobudziło nadzieję, że na rynku telekomunikacyjnym zacznie się prawdziwa konkurencja. Teraz już wiemy, że będzie jak dotychczas, a więc bezpośrednie zagrożenie dla TP zniknęło.

Przeciwwagą dla rosnącej ceny TP była słabość PKN. Tu wpływ ma zbliżający się debiut Lotosu. Kolejna spółka branży paliwowej w portfelach wymusza redukcję zaangażowania w inne spółki tej branży. W efekcie tych wszystkich zmian notowania kontraktów zaczęły się blisko piątkowego zamknięcia i blisko niego się zakończyły. W ciągu kilku godzin sesji rozpiętość wahań wyniosła zaledwie 18 pkt, a i to nie oddaje przecież mizerii, jaką przyszło nam obserwować.

Rynek wydaje się słaby. Właściwie tylko dzięki wiadomości o zakończonym przetargu nie zakończyliśmy notowań poważniejszym spadkiem. Wygląda na to, że trend ma się całkiem dobrze. Do poważnych oporów mamy sporo miejsca. Taki wyskok, jaki miał miejsce na TP, o niczym nie świadczy i z pewnością nie jest podstawą do śmiałych prognoz. Pozostaje nadal oczekiwać na sygnały kupna. Wczoraj ich nie było i pewnie dziś także się nie pojawią.