Akcje prywatyzowanego Polmosu Białystok pod koniec kwietnia były sprzedawane po 80 zł. Ponad 1,43 mln papierów objęli inwestorzy indywidualni z 2-proc. dyskontem (instytucje kupiły 2,38 mln walorów). Płacili więc po 78,4 zł. Wczoraj tylko przez pewien czas kurs utrzymywał się powyżej tego poziomu i tylko nielicznym udało się sprzedać akcje z minimalnym zyskiem.
Wzrost w dłuższym terminie
Na otwarciu sesji kurs producenta "Żubrówki", lidera na polskim rynku, wyniósł 77,8 zł, o 2,8% mniej od ceny sprzedaży. Potem zaczął rosnąć, osiągając około godz. 10.30 poziom 79,8 zł. To dzienne maksimum. Później utrzymywał się poniżej 78 zł. Na wczorajszej sesji właściciela zmieniło 182,8 tys. akcji. Dodatkowo, w sześciu transakcjach pozasesyjnych z rąk do rąk przeszło 300 tys. papierów po 80 zł.
Analitycy spodziewali się, że Polmos Białystok zadebiutuje na plusie. Tak się jednak nie stało m.in. dlatego, że popyt inwestorów instytucjonalnych został zaspokojony w ofercie i nie kwapili się z dokupywaniem akcji. Część małych inwestorów z kolei decydowała się na ich sprzedaż, żeby mieć pieniądze na zakup papierów Grupy Lotos (zapisy ruszają w poniedziałek). To od nich pochodziła wczoraj podaż papierów. - Jestem przekonany, że kurs Polmosu Białystok będzie satysfakcjonujący dla tych inwestorów, którzy zachowają akcje. W dłuższym terminie na pewno zarobią. Spółka ma duży potencjał wzrostu - powiedział Dariusz Witkowski, wiceminister skarbu, który nadzoruje prywatyzację Polmosu Białystok.
Inwestor zapłaci premię