Najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni było czwartkowe przełamanie średnioterminowych wsparć, chroniących euro przed spadkiem wartości względem dolara. Kurs EUR/USD znalazł się poniżej lutowego dołka (ok. 1,273). Z uwagi na zasięg trwającej dotąd konsolidacji, nie będzie niespodzianką spadek notowań euro przynajmniej do 1,25 USD. To wiadomość ważna nie tylko dla inwestorów obecnych na rynku walutowym. To niekorzystny sygnał dla amerykańskich akcji. Na jakiej podstawie można tak wnioskować? Sugeruje tak ścisła zależność między kursem EUR/USD a indeksem S&P 500, utrzymująca się nieprzerwanie od jesieni 2003 r. Doskonale obrazuje to wykres siły relatywnej, który właśnie od tego czasu podąża w bok w wąskim horyzontalnym kanale. Dopóki siła relatywna nie wybije się z tego kanału, nie ma powodów uznawać, że relacja między walutami a akcjami słabnie. A to oznacza, że bardzo prawdopodobny spadek wartości euro, a tym samym umocnienie dolara, zaszkodzi indeksom za oceanem. Zależność tę można tłumaczyć m.in. negatywnym wpływem drożejącego dolara na wyniki amerykańskich eksporterów.
Powiązania międzyrynkowe sugerują nieodległą w czasie zniżkę S&P 500 do poziomu kwietniowego dołka (1137 pkt). Ruch ten już się zresztą rozpoczął. Majowe odreagowanie nie przyniosło przełomu na rynku akcji za oceanem. Także w segmencie spółek technologicznych. Nasdaq Composite - choć nieco silniejszy w ostatnim czasie od S&P 500 - nie zdołał powrócić powyżej 2000 pkt. Niezbyt przekonująco wyglądają próby wzrostu wynikające z pokonania lokalnego szczytu z końca kwietnia (1962 pkt) i powstałą w ten sposób krótkoterminową formacją podwójnego dna. Dość stabilnie wygląda natomiast sytuacja giełd europejskich, co także może mieć związek z perspektywą osłabienia euro i korzyściami dla eksporterów.
Niezbyt obiecująco przedstawiają się wciąż rynki wschodzące, w tym nasz region. Węgierski BUX wybił się w mijającym tygodniu w dół ze zniżkującego trójkąta. Taki sam sygnał sprzedaży został wygenerowany na wykresie siły relatywnej względem S&P 500.