tym razem jest w tym ciemnym tunelu konsolidacji wiele światełek nadziei,
które mogą być dla rynku akcji bardzo mocnym impulsem na kolejne tygodnie. W
którą stronę ? Ja w tym tygodniu ograniczę się do ich wymieniania i oceny
szans/zagrożeń, a kierunek na rynkach akcji wskaże połączenie wszystkiego w
całość i teraz prognozowanie tego (na najbliższe 1-2 tygodnie) byłoby po
prostu zgadywaniem. Mowa o wynikach największych spółek, danych makro,
decyzjach Netii, ofertach na rynku pierwotnym, wahaniach walut, polityce ...
i nie tylko. Ale po kolei.
Pierwszy impuls na przyszły tydzień to wyniki PKN i PKO BP. Obie spółki
podadzą wyniki przed rozpoczęciem poniedziałkowej sesji. O 9:30 jest
konferencja prasowa PKN na temat wyników i to samo PKO BP o godzinie 11:00.
Jeśli chodzi o PKN to w pierwszym kwartale grupa ma zwiększyć zysk do 593
mln zł - taka jest mediana prognoz 8 analityków ankietowanych przez Reutera.
Zysk imponujący, ale oczywiście już zdyskontowany przez rynek i w sposób
oczywisty wynikający głównie z rekordowych cen ropy i związanych z tym
bardzo wysokich marż. Przypomnijmy, że prezes PKN informował w zeszły
piątek, że wyniki "nie rozczarują analityków". Najwyższa prognoza zysku
netto to 770 mln, najniższa 454 mln. W analogicznym kwartale zeszłego roku
było 505 mln. Analitycy szacują też że sprzedaż wzrosła do 7,2 mld $ (6,0 -
8,6 mld) z poziomu 6,3 mld w I iższa 370 mln. Wynik odsetkowy netto ma wynieść 919 mln. Patrząc na
zachowanie Pekao z tego tygodnia trzeba powiedzieć, że potrzeba naprawdę
dobrych wyników, by zadowolić największych inwestorów. Dobrze podsumowuje to
wypowiedź zarządzającego w wiedeńskim Raiffeisen Capital Management -
"Rozczarowują mnie banki. Wyniki są dobre, ale nie ekscytujące. Sektor ten
zdaje się być w stagnacji, a że jego giełdowi przedstawiciele są wciąż
drodzy w regionalnym porównaniu nie widzę zbyt wiele katalizatorów wzrostu
kursów". Trudno nie przyznać racji. Patrząc na najważniejsze wskaźniki,
polskie banki są wyraźnie droższe od banków z naszego regionu, zarówno jeśli
chodzi o bieżącą wycenę, jak i tą opartą na prognozach wyników w latach
2005-06 r. Co gorsza w tym słabym towarzystwie najsłabiej wypadają banki z
giełdowej czołówki (pod względem udziału w indeksach). To niestety kac po
ostatniej hossie. Oczywiście nie trzeba starszym inwestorom wyjaśniać, że
wycena fundamentalna to jedno, a nastroje rynkowe to zupełnie coś innego i
bardzo często właśnie to ostatnie przejmuje zupełnie kontrolę nad rynkiem
(nie w długim terminie). Nie wyobrażam sobie jednak prognozowania zachowania
GPW na kolejnych sesjach bez mówienia o poniedziałkowych wynikach. W
przypadku podwójnej wyraźnej niespodzianki, taki impuls może ustawić
postrzeganie polskiego rynku akcji na kolejne tygodnie.
No właśnie, postrzeganie polskiego rynku akcji. Możliwe, że w ogóle nie
byłoby konieczne teraz poruszanie tematu wyników spółek. Czy ktokolwiek
słuchał przestróg analityków w czasie lutowego rajdu ? Ale wtedy była jedna
(jedna z wielu) zasadnicza różnica - wciąż trwało bardzo dynamiczne
umocnienie złotego. Temat polskiej waluty, jej perspektywy i bieżące
wydarzenia wpływające na kursy, opisywany jest bardzo szczegółowo choćby w
codziennej prasie, więc nie będę ani powtarzać, ani silić się nie
oryginalność. Ale trzeba jeszcze to wszystko odnieść do rynku akcji. To
zrobili choćby analitycy banku WestLB. Przywołuje ich opinię nie dlatego, że
jest jakaś odkrywcza, ale dlatego, że to właśnie takie analizy najszybciej i
najlepiej docierają do zagranicznych inwestorów, którzy często właśnie w ten
i tylko w ten sposób zyskują informacje o tak egzotycznych rynkach jak
Polski. Dla polskiego inwestora pewne sprawy są oczywiste, ale chcąc
inwestować w Japonii też musiałby opierać się na takich analizach. A co mówi
analiza WestLB i innych banków/agencji ratingowych ? - "Wahania na rynku
walutowym są głównym powodem obaw większości europejskich klientów" .... "Z
naszych dyskusji (z inwestorami) wynika jasno, że Polska stanie się ich
ulubionym rynkiem, gdy tylko kurs złotego się ustabilizuje. W mojej ocenie
złoty będzie notować dużą zmienność do września, czyli do czasu wyborów" -
ocenia Giancarlo Perasso, szef działu analiz w WestLB. I jeszcze przytoczę
jedno - "Większość klientów nie sądzi, by odrzucenie traktatu spowodowało
deprecjację euro i załamanie Unii Gospodarczej i Walutowej, co mogłoby zdestabilizować rynki regionu. Choć nie wykluczają tu przejściowych spadków, zwłaszcza kursów
walut, to jednak traktują to jako okazję do taniego kupna aktywów w Europie
Środkowej". Nie mówiłbym w tym wypadku o "tanim kupnie", ale zdecydowanie z
takim poglądem się zgadzam.
O walutach piszą też analitycy Merril Lynch - ... obecnie waluty te nie są
ani niedowartościowane, ani nie grozi im większa przecena .... Analitycy
banku inwestycyjnego ze stworzonego przez siebie modelu wyciągają wniosek,
że waluty regionu, czyli obie korony, forint i złoty nie są poddane teraz
fundamentalnej presji na osłabienie, ponieważ niższe tempo wzrostu
gospodarczego jest równoważone lepszym bilansem handlowyrt agencji Fitch (cytaty z Reutera) -
Fitch spodziewa się, że amerykański Fed będzie dalej podnosił stopy
procentowe, co nie wyklucza jednak silnej korekty kursu dolara, która
wymusiłaby szybsze zaostrzanie polityki monetarnej w USA i zaowocowała
wzrostem awersji do ryzyka. Miałoby to konsekwencje dla wielu rynków
wschodzących w Europie. Sygnały rosnącej awersji do ryzyka są już zresztą
widoczne od kilku tygodni. Rentowność amerykańskich papierów rośnie, co
wymusza korektę spadkową na rynkach wschodzących .... Europa Środkowa wydaje
się być jednak dobrze przygotowana na pogorszenie warunków ekonomicznych.
Aktywność gospodarcza w regionie będzie się utrzymywać na wysokim poziomie
ze względu na wzrost zarówno eksportu, jak i inwestycji.
Jaki z tego wszystkiego wyłania się obraz ? Ponury - ponurej konsolidacji w
wyczekiwaniu na polityczne rozstrzygnięcia, na które najwięksi inwestorzy
patrzą pod kątem przyszłej polityki gospodarczej rządu. Najlepszym tego
przykładem była choćby "licytacja" na deficyty, która to przetoczyła się
przez prasę w ostatnim tygodniu. Oczywiście wszyscy inwestorzy chcą rządów
PO (niski deficyt i podatki), a boją się lewicy (oczywiście zagrożenie
nierealne) i populistów. Jeśli wybory wygra PIS, reakcja będzie neutralna
(to ocena na dzisiaj - jeszcze dużo się może zmienić). Do czasu tych
rozstrzygnięć zagraniczni inwestorzy mogą bardzo biernie przyglądać się
takim rynkom jak GPW. Coraz wyraźniej widać, że tak naprawdę wszyscy szykują
się dopiero na polityczną końcówkę roku i trochę trudno to już teraz
wyprzedzać. Oczywiście nie można wykluczyć, że coś sprowokuje zagranicznych
inwestorów do spekulacyjnego ataku na nasz rynek, lub panicznej ucieczki. Na
co liczyć i przed czym się bać ? Oczywiście możnaby wymieniać tutaj
dziesiątki możliwych wydarzeń, ale dzisiaj na pewno trzeba wspomnieć o
ofertach publicznych.
Bez wątpienia jest to element, który w dłuższym terminie, przy udanej emisji
i debiucie, bardzo pomaga całemu rynkowi akcji. Szczególnie przy dużych
ofertach, które zwracają uwagę zagranicznych inwestorów (najważniejszych dla
trendu w krótszym terminie) i przy okazji takiej inwestycji skorzystać mogą
też inne spółki. Ale ja nie zwykłem mówić o szansach, które z reguły są dość
powszechnie dostrzegane, a bardziej zwracam uwagę na zagrożenia. Takim
niewątpliwie jest przeprowadzenie ofert w dość krótkim odstępie czasu. Mowa
w tej chwili głównie o Lotosie i PGNiG (KPWiG akcje dopuści do obrotu
publicznego we wtorek). W momencie gdy Lotos zadebiutuje, rozpoczną się
zapisy na PGNiG. Dla Lotosu widełki cenowe ustalone zostały w przedziale
26 - 35,50 zł za akcję, czyli oferta publiczna ma wartość od 1,14 - 1,56 mld
zł. Oferta PGNiG to przynajmniej 1,5 mld. W kolejce, prawdopodobnie w tym
samym czasie, jest też Opoczno, które KPWiG już dopuściła do publicznego
obrotu - wartość oferty przynajmniej 1,5 mld zł. Oczywiście biorąc pod uwagę
kapitały OFE, TFI, czy nawet tylko siłę zagranicznych inwestorów, nie ma
problemu nawet z większymi emisjami. Ale takie nagromadzenie ofert przy tak
złych nastrojach na rynku akcji i tak złej ocenie naszego regionu, jest dość
odważnym posunięciem (oczywiście tak naprawdę wyznacza to po prostu
kalendarz polityczny). Gdzie jest haczyk ? W wycenie i widełkach Lotosu, a
jeśli ta oferta będzie giełdowym zgrzytem (choćby tylko tak jak Polmos
Białystok), to natychmiast przełoży się to na fatalne nastroje (szerokiego
rynku) przed kolejnymi dużymi ofertami. Jeśli chodzi o (tak szerokie)
widełki to zupełnie nie rozumiem tej decyzji, robiącej z indywidualnych
inwestorów giełdowe mięso armatnie. Przypomnijmy, że muszą zapisywać się oni
po maksymalnej cenie ustaloest
około 3,3-3,6 mld zł. To jest ten optymistyczny wariant, a jakoś nikt nie
pamięta, że na początku maja "przedstawiciele spółki wstępnie mówili o
kwocie rzędu 900 mln", co zakładam było odnoszone do tej samej liczby
oferowanych akcji i dawałoby wtedy wartość firmy równą 3,0 mld zł.
Oczywiście nawet ocena fundamentalna jest zupełnie dowolna, bo optymizm
analitycy/prezesi zawsze obronią, a pesymiści powinni szczególnie przy tej
spółce poczytać "czynniki ryzyka" zawarte w prospekcie (wynagrodzenie kadry
menedżerskiej, przepisy, ochrona środowiska, kurs USD/PLN, konkurencja). Ale
wróćmy do tych szacunków i widełek. Widełki to 26-35,5 - przy tej cenie
wartość firmy mieści się w przedziale 2,9-4,0 mld. Porównując choćby tylko
do tego co wcześniej napisałem widać wyraźnie, że ustalone widełki są albo
przypadkowe, albo mocno "naiwne". Nie ja jestem ministrem skarbu, ale takie
widełki robią dla rynku więcej szkód niż pożytku. Cena powinna być w realnym
przedziale 27,5-32,5 zł, a każdy grosz wyżej na pewno mnie zawstydzi. W
każdym bądź razie ja przy takiej konstrukcji oferty i ich skumulowaniu na
maj/czerwiec odradzam drobnym inwestorom zabawę w rynek pierwotny.
Kolejne dość istotne wydarzenie na ten tydzień to sprawa Netii i UMTS. Każda
gazeta rozpisuje się na ten temat więc też pominę opis. Wniosek jest taki,
że Netia w poniedziałek ma zadecydować (już zadecydowała, ale ogłosi w
poniedziałek), czy bierze UMTS, czy też trzykrotnie taniej oddaje go dla
Hutchinson. Jeśli Netia zrezygnuje, to natychmiast mamy przecenę TPS o kilka
procent, bo inwestorzy panicznie boją się silnej konkurencji jaką jest
Hutchinson.
Na ten tydzień trzeba także zwrócić uwagę na chińskiego juana, który śni
się wielu inwestorom po nocach. Od wielu tygodni coraz to bardziej
szczegółowe przecieki sugerują uwolnienie juana w bardzo niedalekiej
perspektywie. Wszyscy próbują szacować jaki wpływ miałoby to na globalną
koniunkturę, ale w wielu serwisach czytałem już tyle sprzecznych ze sobą
opinii, że najwyraźniej poglądy zależą od posiadanej pozycji. Jedno czego
można być pewnym, to że im łagodniej przebiegnie uwalnianie chińskiej
waluty, tym korzystniej dla całej światowej gospodarki. Każde gwałtowne
wahania wywołają mocne perturbacje na wszystkich rynkach. U nas wtedy radzę
obserwować uważnie KGHM i PKN. Dlaczego akurat dziś o tym piszę ? Bo plotki
jakie krążą po rynku mówią o 18 maja, jako dniu podejmowania kluczowych
decyzji w Chinach. W tej perspektywie ciekawy wydaje się raport chińskiego
rządu pokazujący, że 15% wzmocnienie chińskiej waluty spowodowałoby
negatywną dynamikę eksportu. Byłby to pierwszy spadek od 1983 r. (juan
związany z dolarem od 10 lat). Gdyby aprecjacja chińskiej waluty wyniosła od
3-5% to dynamika eksportu spadłaby poniżej 10% w porównaniu do 35,4% w
zeszłym roku. Samo to pokazuje, jak kluczowe to zagadnienie. Taki ruch
natychmiast spowodowałby odpływ spekulacyjnego kapitału z Chin. Oszacować
też można, że 10% aprecjacja waluty spowoduje utratę około 3 mln miejsc
pracy zarówno w tym roku, jak i w 2006 r. Dla nas szokujące wartości, dla
Chin nic wielkiego. Widać też dobrze, dlaczego Amerykanie tak mocno
polityczne naciskają na tą decyzję. To głównie im Chiny zabierają pracę. By
uniknąć wszelkich szoków mówi się, że Chiny zdecydują się związać juana
najpierw z koszykiem walut, a dopiero potem w pełni go "uwolnić". Jakby nie
patrzeć, temat trzeba pilnie obserwować, szczególnie w tym tygodniu.
Z ciekawostek wrzucę na koniec jeszcze wykres subindeksu Pengabu - salda
prognozy popytu na akcje. Od dawna traktuję to jako dobry wskaźnik nastrojów
i ostatni odczyt jest dość zaskakujący. Zanim go pokaże to naloziomy przy których robiliśmy
szczyty. PENGAB.gif Gdyby pominąć fakt ofert publicznych, to taki odczyt
zapowiadałby dalsze spadki (w "dolinę nadziei").
Czas to wszystko podsumować - na początku napisałem, że oczekuję teraz
wejścia rynku w "czyściec konsolidacji". Jednak należy podkreślić, że tym
razem nie wynika to na przykład z okresu wakacyjnego i braku jakichkolwiek
impulsów mogących mocniej ruszyć rynkiem. Teraz bardzie wynika to z nadmiaru
takich impulsów. Pierwsze poznamy w poniedziałek, a kolejne, w tym ważne
dane makro w USA (to już zostawiam do porannych) wpływające na waluty oraz
liczne oferty publiczne, będą ustawiać rynek na kolejnych sesjach. Ja
zakładam teraz szarpanie rynkiem w konsolidacji, ale przy tylu istotnych
wydarzeniach do tej prognozy zbytnio się nie przywiązuje i trzeba pilnie
obserwować, czy spływające na rynek wiadomości nie zmuszą dużych graczy do
przemeblowania portfeli. Pierwsze ostrzegą przed tym wyraźnie większe
obroty.
[email protected]