W sobotę ministrowie finansów UE nie znaleźli "złotego środka" między przychodami budżetu na poziomie 1,14% PKB Unii (propozycja Komisji Europejskiej) a wielkością 1% PKB (postulat płatników netto - Austrii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Szwecji i Holandii).
Egoizm Londynu
Szczególny "upór" okazała Wielka Brytania. Nie zgodziła się na rezygnację z tzw. rabatu, dzięki któremu wpłaca na wspólny budżet co roku mniej o 4,6 mld euro. Co więcej, płatnicy netto wystosowali formalny list, w którym informują, że oszczędności należy szukać w polityce spójności UE, a więc "obcinając" pomoc dla biednych krajów - takich jak Polska. - Zachowanie Wielkiej Brytanii budzi wielki niepokój. Nie można przecież mieć większej Unii za mniejsze pieniądze - komentuje Dariusz Rosati, wiceprzewodniczący komisji do spraw budżetu na lata 2007-2013 w Parlamencie Europejskim.
Rozstrzygnięcie w czerwcu?
Na początku czerwca odbędzie się kolejne spotkanie ministrów finansów. Trudno przewidzieć, jaki będzie jego efekt. Niepokoi roszczeniowa postawa Londynu już po wyborach parlamentarnych - a więc w momencie, kiedy rząd Tonego Blaira nie musi zabiegać o poparcie. To właśnie Wielka Brytania obejmuje po Luksemburgu przewodnictwo nad pracami UE w II półroczu tego roku. - Nie wiem, czy uda się osiągnąć kompromis w sprawie budżetu za obecnej prezydencji. Jestem jednak przekonany, że następna tego nie dokona - mówił Jean-Claude Juncker, premier i minister finansów Luksemburga.