Dotychczas tylko jedna piąta spółek Skarbu Państwa, które debiutowały na naszej giełdzie w latach 1994-2004, nie przyniosła inwestorom zysku. Ktoś, kto uczestniczył w każdej ofercie prywatyzacyjnej, zarobiłby 22,1%. Ta wartość nie uwzględnia papierów ING BSK, które na debiucie dały zarobić aż 1250%.
Nieco więcej zysku przyniosłaby strategia nabywania akcji wszystkich pozostałych firm, sprzedawanych na rynku pierwotnym w tym samym okresie i pozbywania się ich na pierwszej sesji giełdowej. Wyniósłby on 24,3%. W tym gronie jednak aż 38,5% przedsiębiorstw przyniosło stratę.
Istotna różnica
O ile przeciętne stopy zwrotu podczas pierwszych notowań są dla spółek o państwowym rodowodzie podobne jak w przypadku pozostałych firm, to znacząco różne jest ich późniejsze zachowanie. Te z pierwszej grupy generalnie w miarę upływu czasu stopniowo zyskiwały na wartości, drugie - traciły. Wytłumaczeniem nie jest bardziej sprzyjająca spółkom Skarbu Państwa koniunktura giełdowa. Okazuje się, że jeśli uwzględnić zmiany indeksu WIG, to wnioski są jeszcze mniej korzystne dla grona pozostałych firm - w przebadanych przez PARKIET okresach wypadają znacznie gorzej od rynku.
Te obserwacje z przeszłości tłumaczą ogromne zainteresowanie towarzyszące większości prywatyzacji poprzez giełdę. Szczególnie dotyczy to największych ofert. To stwarza dobrą atmosferę przed zbliżającym się debiutem Lotosu. Jednak optymizm tonują ceny z pierwszych notowań akcji spółek, które w tym roku pojawiły się na giełdzie. Przeciętnie były one wyższe o 6,1% niż w ofertach publicznych, co oznacza wyraźny regres w porównaniu z ubiegłoroczną średnią (9,8%) oraz z przeciętną stopą zwrotu z lat 1994-2004 r., wynoszącą blisko 30%, a bez uwzględniania ING BSK 23,9%. Pomimo tego, że tegoroczni debiutanci nie przynoszą już zbyt dużych zysków, to jeszcze w miarę upływu czasu zaczynają tracić na wartości.