Badania takie zleca Krajowe Stowarzyszenie Przemysłu Tytoniowego lub poszczególni producenci wyrobów tytoniowych. Od pięciu lat przeprowadza je stołeczna firma Almares Instytut Doradztwa i Badań Rynku. Zdaniem jej prezesa Andrzeja Ludka tradycyjne metody badawcze, oparte na ankietowaniu respondentów, w tym przypadku zupełnie nie zdają egzaminu. - Kto bowiem przyzna się, że pali papierosy kupione nielegalnie? - tłumaczy A. Ludek.
Dlatego firma Almares opracowała całkiem inną metodę - polega ona na analizie wyrzuconych przez palaczy pudełek po papierosach. Materiał badawczy pozyskiwany jest w ponad 60 miastach w całej Polsce zarówno w centrum kraju, jak i w obszarach przygranicznych. Badacze-zbieracze w poszukiwaniu paczek plądrują kosze na śmieci zarówno w luksusowych hotelach i restauracjach, jak i w biednych dzielnicach czy na stadionach. Co roku - zwykle latem - pracownicy firmy Almares zbierają w ten sposób od 100 tys. do ponad 200 tys. pustych paczek po papierosach. Następnie materiał jest sortowany i podawany dokładnej analizie.
W ten sposób można się dowiedzieć, jaka część papierosów wypalanych np. w Warszawie, pod Łodzią, czy tuż przy granicy z Ukrainą, to towar legalny, a jaka część pochodzi z przemytu. - Oczywiście te wielkości istotnie różnią się między sobą - mówi Andrzej Ludek. Na tzw. ścianie wschodniej z nielegalnych źródeł pochodzi ponad 90% wypalanych papierosów.
- W skali całego kraju w ubiegłym roku papierosy z przemytu stanowiły 13,6% ogółu - mówi Marek Kosycarz z koncernu BAT, jednej z firm, która zleca badania. - Rok wcześniej ten odsetek wynosił 14,6%, a w 2002 roku ok. 15% - dodaje.