W środę za walor legnickiej firmy płacono 1,84 zł po wzroście o 2,8%. - Godziwą ceną byłoby 4 zł za akcję - twierdzi prezes. Obecnie inwestorzy wyceniają firmę w granicach 0,8 wartości księgowej. Kurs, o którym marzy prezes, to - dla obecnej na rynku publicznym ponad 7 lat firmy - odległa historia. Inwestorzy za walory Ganta płacili w granicach 4 zł, 4,5 roku temu. Później już tylko taniał, a akcje chętniej niż inwestorzy kupowała sama spółka, która umorzyła ok. 15% papierów.
Na razie wciąż
dominują kantory
Gant wszedł na parkiet jako firma zajmująca się handlem walutami i na rok przed wprowadzeniem euro w 2002 r. poszerzył działalność o deweloperkę. - Okazało się jednak, że euro wcale nie zmniejszyło naszych obrotów. Paradoksalnie - najlepszy w naszej historii pod tym względem okazał się 2003 r., a dla zysku na handlu walutami jeszcze lepszy był ubiegły rok - informuje prezes Ganta. Udział kantorów spółki w rynku szacowany jest przez nią na ponad 8%. W tym roku planowane jest powiększenie 13-punktowej sieci o 2-3 nowe. Podobnie jak pozostałe będą zlokalizowane w rejonie południowo-zachodniej Polski. - O finansowanie na uruchomienie nowych kantorów staramy się w bankach. Przy tym kursie akcji o emisji nie ma mowy - zaznacza D. Małaszkiewicz.
Niezłe ubiegłoroczne zyski z funkcjonowania kantorów zjadła jednak niefortunna inwestycja na rynku nieruchomości. Spółka ma na koncie dwa budynki mieszkaniowe we Wrocławiu, obecnie jest w trakcie realizacji trzeciego. Budowa drugiego przeciągnęła się w czasie, przysparzając kłopotów finansowych. W efekcie 2004 r. grupa zakończyła niewielkim zyskiem na poziomie 205 tys. zł. Po I kwartale skonsolidowany zysk netto wyniósł 263 tys. zł.