Pierwsza sesja nowego tygodnia była dość spokojna. Kursy były wysoko, ale nie udało się ich tam utrzymać. Po raz kolejny popyt odpuścił w najważniejszym momencie. Jakby na pocieszenie kurs zamknięcia był o 2 pkt wyższy od końca notowań z piątku.

Początek dnia był nudny i wydawało się, że taka właśnie będzie cała sesja. Brak poważniejszych danych makro sugerował, że ciężko będzie o impulsy zewnętrzne. Dla rynków światowych takowym była rosnąca cena ropy naftowej, ale na nas to nie działało.

Jeszcze przed południem rynek zaczął zyskiwać na wartości. Na kasowym pojawiło się kupno. Niestety, nie był to potężny kapitał, lecz pojedynczy impuls. Zapału starczyło na wyciągnięcie indeksu i kontraktów do nowych lokalnych maksimów. Było go jednak za mało, by sesja na tych poziomach się zakończyła. W czasie południowego uspokojenia indeks powoli się osuwał, ale w drugiej części sesji nie został już ponownie podniesiony.

W efekcie mamy świecę z niewielkim korpusem i górnym cieniem. Zawsze tego typu zachowanie, czyli bierność popytu w chwili, gdy powinien on wykazać się siłą, pozwalało na przypuszczenie, że rynek nie będzie w stanie w danej chwili poradzić sobie z oporem. Teoretycznie nowe lokalne maksima powinny pociągać kolejnych graczy oraz budzić niepokój wśród posiadaczy krótkich pozycji. To jest źródłem optymizmu i daje potencjał dla późniejszych spadków. Obecnie nie widać, by rynek był owładnięty optymizmem. Wręcz przeciwnie - baza sygnalizuje, że gracze cały czas liczą na spadek cen, a przecież większość nie może mieć racji. Obecne nastroje utrudniają zjazd i raczej sprzyjają dalszej, budzącej u większości graczy wątpliwości, zwyżce cen. Nastroje muszą zmienić się na optymistyczne.