Wczorajsza sesja była kolejną, która nas wynudziła. Mała rozpiętość wahań nie mogła podobać się nikomu. Przebieg notowań był niemal lustrzanym odbiciem sesji poniedziałkowej. W części przedpołudniowej ceny zanotowały spadek (w poniedziałek był to wzrost), by po południu powoli odrobić stratę (w poniedziałek było to powolne osuwanie się). Także i wczorajsze notowania zakończyły się nad poziomem poprzedniego zamknięcia. Plus był symboliczny, ale zawsze.
Patrząc na wczorajsze wydarzenia pod kątem analizy technicznej wnioski są proste - sprawa oporu pozostaje otwarta. I tu ta prostota znika. Nadal popyt nie może się zdecydować na atak, mimo że poziom 2000 pkt został naruszony. Taka bierność kupujących kusi graczy do zagrania na spadek. Trudno się temu dziwić. Skoro w dogodnej sytuacji brakuje chętnych do podniesienia cen, to widocznie rynek jest słaby. Wiele razy takie zachowanie pozwalało na wyciągnięcie poprawnych wniosków i skuteczną grę. Stąd mamy tak dużą bazę (oscylacje w okolicy -30 pkt). Indeks się jeszcze trzyma, a rynek terminowy myśli o spadku cen.
Ciągle ten sam dylemat. Czy sugerować się biernością popytu, czy bazą? Nie ma na to w tej chwili jasnej odpowiedzi. Jak pokazały ostatnie tygodnie, pesymizm na rynku sprzyja raczej wzrostom niż spadkom cen. Baza jest przecież ujemna już od dłuższego czasu, a my doszliśmy do 2000 pkt. Chyba lepiej pozostać poza rynkiem. Jeśli ceny spadną, to warto poczekać na test okolic 1930 pkt. Jeśli poziom ten nie zatrzyma spadku, będzie się ostatecznie wykreślać formacja głowy i ramion. Zatrzymanie spadku na 1930 pkt potwierdzi siłę rynku. Dalszy wzrost już teraz uniemożliwi wykreślenie formacji głowy i ramion, a tym samym pozwoli na dojście do okolic szczytu z końca lutego br.