W 2003 r. fundusze private equity zainwestowały w Polsce w sumie 779 mln zł, o 47% więcej niż rok wcześniej. Wnoszą one do prywatnych firm kapitał i know-how, w zamian za akcje bądź udziały. Ich pieniądze nie należą do najtańszych i nie są kredytem, czy pożyczką, którą przedsiębiorstwo spłaca ciesząc się pełną suwerennością. Z drugiej strony, Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych (PSIK) przekonuje, że na firmach, które korzystają z finansowania typu private equity/venture capital nie ciąży konieczność terminowej spłaty rat i utrzymywania wysokiej płynności finansowej. PSIK podkreśla też, że aby zdobyć kredyt bankowy, przedsiębiorstwo musi wykazać się bardzo wysokimi zabezpieczeniami. Fundusze takich wymogów nie stawiają. Dlatego projekty finansowane przez private equity są obarczone ryzykiem, które jest uwzględnione w koszcie kapitału. Obejmując mniejszościowy bądź kontrolny pakiet (w zależności od potrzeb finansowych spółki), fundusz staje się wymagającym udziałowcem. Spodziewa się, że w ciągu roku jego inwestycja zwróci się przynajmniej w 25%. Zanim wyłoży pieniądze, chce, aby mu zagwarantować, że otrzyma miejsce w radzie nadzorczej i wpływ na strategiczne decyzje zarządu, a w szczególności kontrolę nad zmianami właścicielskimi. Fundusze już na wejściu uzgadniają z właścicielami firmy sposób, w jaki wyjdą z inwestycji. Najczęściej jest to sprzedaż spółki inwestorowi branżowemu, giełda, a w przypadkach gdy nie uda się skorzystać z żadnej z tych ścieżek - odprzedaż udziałów założycielom.
W Polsce jest niewiele funduszy, które są skłonne ponieść duże ryzyko inwestycji w firmy dopiero startujące i nierentowne - ale z pomysłem. W takich przypadkach kapitał private equity jest bardzo drogi: oczekiwana roczna stopa zwrotu rośnie do 60% i wyżej.
Większość obecnych na naszym rynku funduszy inwestuje w średnie i duże przedsiębiorstwa. To, czy mała spółka ma szansę na pozyskanie od nich kapitału, widać po limitach, które stosują. Tam, gdzie z założenia fundusz wykłada jednorazowo co najmniej kilka milionów euro - najmniejsi nie mają czego szukać. Mogą natomiast zastukać do drzwi inwestorów, których minimalny wkład wynosi kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy euro.
Największym funduszom, takim jak Enterprise Investors (ma ambicje inwestować rocznie 100 mln zł), zależy na tym, aby jednorazowo celnie ulokować jak największą kwotę pieniędzy.