Reklama

Giełdowe przyspieszenie

Po kilku latach posuchy inwestorzy mają wreszcie wybór - mogą kupować akcje zarówno prywatnych, jak i państwowych debiutantów. Ministerstwo Skarbu Państwa systematycznie powiększa grono firm przygotowanych do publicznej oferty.

Publikacja: 25.06.2005 12:08

Po objęciu rok temu stanowiska szefa resortu skarbu przez Jacka Sochę polityka prywatyzacyjna zmieniła się. W przeciwieństwie do pięciu poprzedników z rządu Leszka Millera, J. Socha nie tylko planował, ale i doprowadził do upublicznienia kilku państwowych spółek. Ich listę systematycznie wydłuża.

Czysta prywatyzacja

Trudno się dziwić determinacji ministra. Nie tylko z powodu jego zawodowych doświadczeń (przez 10 lat był przewodniczącym KPWiG), ale i cech, jakie charakteryzują prywatyzację poprzez giełdę. Oferty publiczne zapewniają bowiem maksimum przejrzystości, gwarantują udział w prywatyzacji także drobnym inwestorom, sprzyjają rozwojowi polskiego rynku kapitałowego. To ostatnie nie jest bez znaczenia w przededniu zmian właścicielskich dotyczących samej GPW.

Jacek Socha określił nawet prywatyzację poprzez GPW jako polską rację stanu. Dlaczego? Według niego, sprzedaż państwowych aktywów na warszawskiej giełdzie jest niezbędna, bo w innym razie otwarte fundusze emerytalne mogą mieć spore trudności z alokacją aktywów. Brak dużych ofert może doprowadzić do wzrostu kursów spółek. Notowania będą oderwane od rzeczywistej wartości przedsiębiorstw. Taki bąbel spekulacyjny doprowadziłby do sytuacji, w której OFE zamiast zapewnić przyszłym emerytom godziwy zarobek, mogłyby nawet przynieść straty. Aby temu zapobiec, w najbliższych latach wartość ofert publicznych spółek Skarbu Państwa powinna - zdaniem ministra Sochy - wynosić przynamniej 5 - 6 mld zł rocznie.

Po kapitał na giełdę

Reklama
Reklama

W ub.r. udało się wypełnić zadanie z nawiązką. Sprzedaż na GPW 37,7% akcji największego polskiego banku detalicznego, PKO BP, dała 7,6 mld zł. Największa oferta publiczna w Europie Środkowowschodniej przyciągnęła na giełdę drobnych graczy, którzy mogli sporo na niej zarobić (m.in. dzięki dużemu popytowi zagranicznych inwestorów). Część z nich pozostała na rynku i uczestniczyła w kolejnych "państwowych" ofertach (np. Zelmera).

Oferta PKO BP zmniejszyła także znacząco lęki polityków przed takim sposobem prywatyzacji - zapewniła gigantyczne przychody, mimo że Skarb Państwa zachował kontrolę nad największym polskim detalistą. Nie jest to bez znaczenia, bo do sprywatyzowania pozostały trudne "politycznie" branże, jak sektor gazowy, wydobywczy, energetyczny czy chemiczny.

Wiele podmiotów z tych sektorów, w przeciwieństwie do PKO BP notującego świetne wyniki i mającego wystarczające kapitały, potrzebuje pieniędzy na rozwój, których nie jest w stanie zapewnić im państwowy właściciel. A po otwarciu naszego rynku, po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, państwowe firmy nie mogą już być chronione - muszą konkurować z dużo większymi podmiotami ze "starej" Europy. W sytuacji, gdy politykom trudno oddać władztwo nad "strategicznymi" spółkami, najlepszym sposobem na pozyskanie przez nie pieniędzy wydaje się być giełda, zwłaszcza gdy panuje na niej hossa. Dlatego też resort zapalił zielone światło. Skutek? Wysyp ofert prywatyzacyjnych.

Projekty w poczekalniLista państwowych beneficjentów giełdowej hossy byłaby dłuższa, gdyby nie to, że minister Socha przychodząc do resortu zastał "puste szuflady". Niestety, kilku jego poprzedników nie tylko nie przeprowadziło żadnej oferty, ale także nie przygotowało żadnego projektu. Żałować można tego tym bardziej, że Ministerstwo Skarbu zaczyna wyraźnie zwalniać tempo. Powód? Zbliżające się wybory parlamentarne, które - jak wskazują sondaże - wygra obecna opozycja. A ta choć nie krytykuje prywatyzacji poprzez giełdę, z dnia na dzień coraz głośniej sprzeciwia się sprzedaży państwowych aktywów przez obecnie rządzącą ekipę. Dlatego choć KPWiG zatwierdziła już prospekty emisyjne ZA Puławy, ZCh Police czy PGNiG (w Komisji są jeszcze prospekty grupy energetycznej Enea oraz Elektrowni Kozienice), na wysyp "państwowych" ofert nie ma co w najbliższym czasie liczyć. Szansę na debiut przed wakacjami straciło bezpowrotnie PGNiG (spółka chciała pozyskać z giełdy 1,5 mld zł). Co więcej, nie jest pewne, czy ze względu na bliskość wyborów, uda się firmie sprzedać akcje we wrześniu. W nieco lepszej sytuacji są ZA Puławy oraz ZCh Police. Ich prywatyzacja nie budzi tak dużych emocji i kontrowersji wśród polityków, jak w przypadku gazowego monopolisty. Generalnie jednak w przedwyborczej atmosferze ministerstwo skarbu zamiast zbierać owoce swojej pracy, będzie zapewne raczej skupiać się na przygotowywaniu kolejnych ofert (Węglokoks, Ruch, Sklejka Pisz oraz Gamrat). O tym, kiedy kolejne spółki Skarbu Państwa zadebiutują na giełdzie, zdecydują już następcy ministra Sochy. Dwóch rzeczy mogą być pewni. Po pierwsze, będą mieli w czym wybierać. Po drugie, dla wielu firm to optymalna ścieżka prywatyzacji. Z korzyścią dla inwestorów, GPW i gospodarki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama