- W ubiegłym roku do Polski napłynęły bezpośrednie inwestycje zagraniczne o łącznej wartości 7,86 mld USD. Oznacza to wzrost w porównaniu z rokiem 2003 aż o 23% - poinformował w kwietniu tego roku Andrzej Zdebski, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. - Osiągnęliśmy najwyższy napływ BIZ od czterech lat - dodał. Jego zdaniem, tendencja wzrostowa utrzyma się także w kolejnych latach, a poziom 10 mld USD uda się zapewne osiągnąć w 2006 roku.
Tylko tendencja się zgadza
O tendencji wzrostowej w napływie bezpośrednich inwestycji zagranicznych mówią także przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego. Jednak według NBP, łączna wartość BIZ, jakie napłynęły do Polski w 2004 roku, tylko nieznacznie przekroczyła poziom 6,1 mld USD. Różnica w danych publikowanych przez obie instytucje wynosi zatem ponad 25%. Wcześniej skala rozbieżności bywała jeszcze większa, np. w 2003 roku przekraczała 50%!
Skąd te różnice? Bank centralny opiera swe wyliczenia na danych z bilansu płatniczego. Uwzględnia przy tym kapitał podstawowy (akcyjny lub udziałowy), wnoszony w postaci pieniężnej lub jako aport, dopłaty do kapitału, reinwestowane zyski oraz inne należności i zobowiązania związane z zadłużeniem między przedsiębiorstwami powiązanymi kapitałowo (głównie kredyty inwestorów).
PAIiIZ od lat stosuje tę samą, opracowaną jeszcze na początku lat 90., metodologię. - Stworzyliśmy ją wtedy, gdy nie było jeszcze żadnych innych sposobów liczenia, a nawet szacowania napływu inwestycji zagranicznych - wyjaśnia Robert Seges, dyrektor departamentu informacji gospodarczej PAIiIZ. Agencja co roku wysyła do wszystkich inwestorów zagranicznych ankiety, w których pyta m.in. o wielkość inwestycji poczynionych w minionym roku. Ponieważ jednak nikt nie ma obowiązku udzielania odpowiedzi na postawione pytania, nie każda firma odsyła wypełnione ankiety. Np. dane za rok 2004 PAIiIZ otrzymał od ok. 40% inwestorów. - Jeśli wiemy, że jakaś firma poczyniła znaczące inwestycje, ale nie odpowiedziała na naszą ankietę, pracownicy agencji próbują uzyskać od niej informacje np. telefonicznie - dodaje Robert Seges.