10 czerwca Chiny i Unia Europejska podpisały porozumienie, ograniczające wzrost importu odzieży z Państwa Środka. Umowa dotyczy lat 2005-2008. Zgodnie z nią, dynamika importu w przypadku sześciu kategorii odzieży nie może przekroczyć 8-10% rocznie. Limity będą wyliczane w przyszłym roku w stosunku do obecnego i w 2007 w odniesieniu do 2006 r. W 2008 roku ograniczeń już nie będzie. Dla przedsiębiorstw sprowadzających towar z Dalekiego Wschodu, bardzo ważne jest, że w tym roku ilość odzieży, którą będzie można przywieźć z Chin, uwzględnia bardzo silną zwyżkę obrotów w okresie przed podpisaniem porozumienia. Innymi słowy: baza dla wyliczeń w dwóch następnych latach jest bardzo wysoka (patrz wykres).
LPP, w związku m.in. z licznymi pytaniami akcjonariuszy na ten temat, przeanalizowało wpływ umowy na swój biznes (identyczny model działalności stosują jednak także inne giełdowe spółki - Artman i Redan). Spodziewa się, że - podobnie jak to było przed zniesieniem 1 stycznia 2005 r. wszelkich ograniczeń w imporcie - porozumienie będzie oznaczać wprowadzenie na chińskim rynku opłaty licencyjnej. To rodzaj zezwolenia na eksport towarów z Chin, za które płacą miejscowi producenci, przerzucając natychmiast koszty na zagranicznych odbiorców. Efektem może być wzrost cen wyrobów. Opłaty powinny być jednak mniejsze niż w 2004 r. - ocenia LPP - ponieważ teraz będzie można sprowadzić z Państwa Środka znacznie więcej odzieży (efekt wspomnianej wysokiej bazy) niż było to możliwe w ramach kontyngentów, które zresztą też nie w każdym przypadku były wykorzystywane. - Logika nakazuje myśleć właśnie w ten sposób, ale to jest rynek. Co będzie, wkrótce zobaczymy. Chiny powinny przygotować system licencji do 20 lipca, propozycje powinniśmy więc poznać wcześniej - mówi nam Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.
Spółka zwraca też uwagę na inną kwestię: w ostatnich latach duże przedsiębiorstwa handlujące odzieżą poszukiwały nowych dostawców, z myślą o dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia. W 2003 r. LPP sprowadziło z Chin 84% wyrobów, rok później - 67%. Znacznie więcej niż w poprzednich latach spółka zamówiła w Polsce (20%). Kupuje towar lub zleca przeszycia także w Indiach, Pakistanie, Bangladeszu, Turcji, Rumunii, Grecji czy na Ukrainie. - Liczymy to szczegółowo tylko wtedy, kiedy przygotowujemy raport roczny. Sądzę jednak, że proporcje są teraz podobne jak w zeszłym roku - twierdzi D. Pachla.
W ostatecznym rozrachunku spółka nie obawia się kłopotów z powodu ograniczeń importowych. - Uważamy, że perturbacje na linii UE - Chiny nie wpłyną na realizację planów LPP. Podtrzymujemy tegoroczne prognozy - twierdzi D. Pachla. Plany spółki na ten rok mówią o 750 mln zł przychodów i 60 mln zł zysku netto (dane skonsolidowane).
Jak było, jak będzie