Pierwsza sesja po przebiciu szczytu z końca lutego nie przyniosła spektakularnej zwyżki. Na rynku było widać raczej brak zdecydowania, niż zapał do zakupów. W każdym razie indeksy zakończyły dzień na plusie. Trend wzrostowy jest kontynuowany i wczorajsze uspokojenie może bykom wyjść nawet na dobre. Pozytywnym czynnikiem sprzyjającym utrzymaniu się trendu jest fakt, że rosną kursy większości spółek z szerokiego rynku, a nie tylko tych największych. Są podstawy, by sądzić, że zakończyła się już wielomiesięczna tendencja spadkowa wskaźnika Advance/Decline, obrazującego szerokość rosnącego rynku.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nasz rynek zachowuje się bardzo mocno w porównaniu z giełdami zagranicznymi. Od połowy maja WIG20 urósł o ponad 16%, niemiecki DAX zaś zyskał połowę mniej. To by sugerowało, że nasz rynek jest pod jakimś względem szczególnie atrakcyjny. Kilka czynników zdaje się jednak przeczyć tej tezie. Po pierwsze, domysłów na temat napływu inwestorów zagranicznych nie potwierdza zachowanie kursu złotego, który zamiast iść w górę, spada zarówno względem dolara, jak i euro. Poza tym siła WIG20 w ostatnich tygodniach to w znacznej mierze efekt większej zmienności tego indeksu w porównaniu np. z niemieckim odpowiednikiem. W marcu i kwietniu WIG20 stracił znacznie więcej niż DAX. W konsekwencji frankfurcki wskaźnik pokonał poprzedni szczyt z marca już ponad półtora miesiąca temu. Większa zmienność naszego indeksu nie zmienia faktu, że już od kilkunastu miesięcy wykres siły relatywnej względem DAX-a pozostaje w trendzie bocznym.

O czym to wszystko świadczy? Zwyżki na naszym rynku to raczej efekt dobrej koniunktury na Zachodzie, niż pozytywnych czynników wewnętrznych. Trudno powiedzieć, czy jednym z nich będzie oczekiwana kolejna obniżka stóp procentowych. W końcu łagodzenie polityki pieniężnej jest skutkiem niepokojących sygnałów z gospodarki - marazmu w produkcji przemysłowej i braku ożywienia w inwestycjach.