Obserwując wczorajszą sesję, można odnieść wrażenie, że obserwowaliśmy dwa zupełnie różne światy. Do południa bezapelacyjnie dominował popyt. Ceny spółek rosły przy znacznym obrocie. Niekwestionowanym liderem był KGHM. Bykom udało się podnieść ceny na poziomy nie widziane od miesięcy. Kontrakty poprawiły nawet rekord z końca lutego br. Maksimum sesji zostało wyznaczone na 2127 pkt. To było jednak wszystko, na co było stać kupujących. Druga część sesji to słabość kupujących. Spadek trwał do samego końca sesji. Tuż przed zamknięciem wyznaczone zostało minimum wczorajszych notowań.
Pocieszeniem dla posiadaczy długich pozycji może być fakt utrzymania się wyznaczonej wysokim otwarciem luki hossy na wykresie indeksu. Trzeba przyznać, że pocieszenie to jest marne. Popyt miał dogodną sytuację do skutecznego ataku. Aktywność w pierwszej części sesji była znaczna i można się było pokusić o dobry sygnał wybicia. Tymczasem w najważniejszym dla byków momencie sesji zabrakło zapału.
Nie ma co załamywać rąk, ale takie zachowanie kupujących nie wzbudza zaufania. Bierność w najważniejszej chwili może sugerować słabość popytu. Wiele razy mieliśmy z takimi sytuacjami do czynienia. Często takie niewykorzystane okazje później się mściły. Czy będzie tak i tym razem? Brak kontynuacji ruchu po wybiciu może martwić, ale pamiętajmy, że o faktycznej słabości popytu świadczy dopiero fakt przełamania któregoś z ważniejszych wsparć.
W tej chwili za taki można uznać okolice połowy przedziału 2000-2130 pkt. Tam mamy też kilka ostatnich lokalnych szczytów oraz minimum ostatniego spadku (2077 pkt.). Nieudany wyskok byłby powodem do obaw, gdyby nie baza. Ta ponownie rozciągnęła się do ponad 30 pkt po ujemnej stronie. Powtórzmy - większość nie może mieć racji.