Niemiecka prasa donosi, że transferowane z Rosji pieniądze kierowano do założonej przez Commerzbank spółki First National Holding w Luksemburgu. Przez konta Commerzbanku mogło przepłynąć nawet 100 milionów euro, które uprzednio zdefraudowano w rosyjskiej branży telekomunikacyjnej. - Nie wiadomo na razie, o jaką sumę chodzi - tak rewelacje prasy komentowała rzeczniczka prokuratury we Frankfurcie nad Menem Doris Moeller-Scheu.
Śledztwo na szeroką skalę prowadzone jest przez niemieckie i szwajcarskie władze od wiosny zeszłego roku. Wynika z niego, że firma OAO Telecominvest, założona w 1994 r. przez obecnego ministra telekomunikacji Rosji Leonida Reimana, prawdopodobnie przejęła od rosyjskich przedsiębiorstw państwowych warte obecnie setki milionów dolarów aktywa z branży telekomunikacyjnej. Amerykański dziennik "Wall Street Journal" podał wczoraj, że istnieją dokumenty na to, że Commerzbank odgrywał istotną rolę w transakcjach, które osłabiały udziały państwowych firm w OAO Telecominvest. Aktywa mogły być przekazywane do sieci funduszy przez nieistniejące firmy, tajne umowy powiernicze i samych akcjonariuszy - przypuszcza Ivo Hoppler, prokurator z Zurychu. W Szwajcarii toczy się postępowanie przeciwko kilku adwokatom, którzy mieli udzielać rosyjskim wspólnikom pomocy prawnej.
Niemiecka prokuratura milczy na razie na temat wątku rosyjskiego, nie chcąc wchodzić - jak tłumaczy - "w kompetencje rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości". Za to rodzimy wątek badany jest dość wnikliwie. Kilka dni temu dokonano rewizji w biurach we Frankfurcie oraz w mieszkaniach prywatnych menedżerów banku. Przesłuchano pięciu obecnych i byłych członków zarządu, w tym Andreasa de Maiziere?a - byłego członka zarządu banku do spraw personalnych. De Maiziere ustąpił ze stanowiska tydzień temu, dokładnie dzień przed rewizjami. - Co prawda odejście Maiziere?a argumentowaliśmy względami osobistymi, ale w jakimś stopniu było ono jednak związane ze śledztwem - przyznał Peter Pietsch, rzecznik oddziału Commerzbanku we Frankfurcie. Z kolei rzeczniczka tamtejszej prokuratury obawia się, że przez to, iż operacja była od dawna przygotowywana przez policję, ktoś musiał uprzedzić Maiziere?a o rewizji. Podejrzany nie komentuje całej sytuacji, gdyż jest "nieuchwytny".