Sygnały o możliwości rozpadu europejskiej unii walutowej pojawiają się już od kilku miesięcy. Taki scenariusz miał być np. dyskutowany w Bundesbanku - o czym wiosną donosiły niemieckie media. Bardzo silna opozycja wobec euro jest też we Włoszech. Tamtejsza Liga Północna, wchodząca w skład rządzącej koalicji, zapowiada, że zbierze co najmniej 500 tys. podpisów za rozpisaniem referendum w sprawie euro. Nie ukrywa, że wolałaby powrotu lira. Przeprowadzone ostatnio badania w Niemczech i Francji pokazały, że większość obywateli tych krajów chętnie wróciłaby do dawnych krajowych walut - marki i franka. Niechęć do euro wywołuje przede wszystkim polityka Europejskiego Banku Centralnego, który nie ulega presji niektórych polityków i nie chce obniżać stóp procentowych, obawiając się wzrostu napięć inflacyjnych.
W obronie euro stanęli przedstawiciele największych europejskich spółek, podkreślając, że rozpad unii walutowej byłby dla europejskiej gospodarki katastrofą. - W ogóle nie musimy się zabezpieczać przy wielu transakcjach przed ryzykiem kursowym. Euro to naprawdę świetne rozwiązanie - mówi, cytowany przez Bloomberga, Edward Krubasik, członek zarządu niemieckiego koncernu przemysłowego Siemens. - Dzięki euro obniżyliśmy koszty działalności i zwiększyliśmy sprzedaż - wtóruje mu Andrea Tomat, prezes włoskiej firmy produkującej obuwie sportowe Lotto Sport Italia.
Prezes Fiata, potentata przemysłowego na Półwyspie Apenińskim, Luca Cordero di Montezemolo bagatelizuje ostatnie wydarzenia "wokół euro". - Apele o wyjście z unii walutowej to zagrywka czysto polityczna. Liga Północna chce w ten sposób zdobyć wyborców wśród sfrustrowanych obywateli przed wyborami we Włoszech w 2006 r. - podkreśla.
Analitycy też uspokajają. Likwidacja unii walutowej to proces, który byłby bardzo trudny do przeprowadzenia.