Nie ma wątpliwości, że trwa trend wzrostowy. Wczoraj kontrakty wybiły się powyżej ostatnie maksimum z 20 lipca (2128 pkt - biorąc pod uwagę kurs maksymalny z sesji). Tymczasem panuje duża niechęć do otwierania długich pozycji. O tym, że gracze pozostają sceptyczni co do dalszej zwyżki, świadczy mocno ujemna baza - ponad 40 pkt. Paradoksalnie ten fakt może przemawiać za tym, że to jeszcze nie koniec ruchu w górę. Załamanie trendu wzrostowego może odsunąć się do momentu radykalnej poprawy nastrojów i "odwrócenia" bazy na dodatnią. Wówczas koniec zwyżki poprzedziłaby paniczna ucieczka krótkich pozycji.
O tym, że nie ma jeszcze warunków sprzyjających załamaniu, świadczy też umiarkowana zmienność. Od połowy miesiąca wskaźnik ATR z 14 sesji nie tylko nie rośnie, ale nawet nieznacznie maleje - mimo zwyżki kontraktów. Tymczasem np. na początku marca odwróceniu tendencji wzrostowej towarzyszyła rosnąca z dnia na dzień zmienność. Jednoznacznych wniosków nie pozwala wysnuć oscylator stochastyczny. Krótkotrwała korekta spadkowa w ubiegłym tygodniu pozwoliła na zejście tego wskaźnika w pobliże strefy wyprzedania. Dzięki temu na razie nie dotarł on jeszcze do strefy wykupienia, więc nie można w tej sytuacji mówić o wyczerpanym potencjale wzrostowym.
Co robić w tej sytuacji? Najmniej rozsądnym wyjściem wydaje się otwieranie, a nawet utrzymywanie krótkich pozycji. Nie ma pewności, że rynek dojrzał już do odwrotu byków. Mocno ujemna baza dodatkowo zmniejsza szanse na zarobek przy grze na spadki. Otwieranie długich pozycji ciągle ma sens pod warunkiem, że podejmujący to ryzyko gracz będzie gotowy na szybkie wyjście z rynku w razie nagłego odwrotu na południe.